Praca wyróżniona w konkursie literackim
„Horror w bibliotece”,
zorganizowanym przez Bibliotekę Pedagogiczną Wojewódzkiego Ośrodka Metodycznego w Gorzowie Wielkopolskim z okazji Tygodnia Bibliotek
2022.

Martyna, rudowłosa bibliotekarka, od dziecka uwielbiała marzyć i wymyślać najróżniejsze historie. Wystarczyło, że popatrzyła w chmury i już widziała w nich twarze dziwnych, latających stworów. Przez te zagapienia wciąż miała pozdzierane czubki butów, dlatego od lat chodziła w ciężkich martensach.
Martyna bujała w obłokach zawsze i wszędzie. Nawet w starym magazynie książek, który mieścił się w podziemiach biblioteki. Tam wyobrażała sobie, że jest mieszkańcem książkowego świata. Regały to budynki, wąskie korytarze to ulice, a zakamarki to niebezpieczne miejsca, strzeżone przez bardzo przystojnych policjantów.
Z marzeń wyrwał ją dzwonek starej, towarowej windy. Taką windą między piętrami przewoziło się książki i zamówienia od czytelników. Martyna rozsunęła drzwi… I krzyknęła.

W środku nie było książek, półek, kabiny. Nie było niczego! Tylko otchłań, która wciągała ją jak wir w jeziorze.
Zaczęło wciągać ją jeszcze bardziej i bardziej, aż pochłonęło. Leciała nie do góry, lecz w dół. Nie wiedziała, co się dzieje.
Gdy upadła, na ziemi zobaczyła książki. Nie dwie, trzy, ale całe stosy. Gdy podeszła bliżej, zauważyła, że są porozrywane. Nie wiedziała,
co robić.
Zrozpaczona widokiem zaczęła krzyczeć. Ale nikt jej nie słyszał.
Na górze, gdy Martyna krzyczała i traciła nadzieję, przełożona pani Anna szukała jej. W końcu uznała, że dziewczyna wyszła z pracy,
nie informując jej o tym.
Mijały minuty, godziny, nadal nikt nie słyszał wołania Martyny. Dziewczyna traciła już nadzieję, że się stamtąd wydostanie.
Zmęczona zaczęła przeglądać książki. Były to stare wydania lektur szkolnych, między innymi „Balladyna” i „Pan Tadeusz”. Nagle zobaczyła wielką, ciężką, czarną księgę. Gdy zajrzała do środka, zobaczyła między kartami jakieś listy. Nie były to zwykłe listy, a listy miłosne. Zaczęła czytać jeden z nich.
"Witaj kochana Gabrysiu,
bardzo przepraszam, że się nie odzywałem, ale zostałem
zesłany na Syberię. Udało mi się uciec!
Bardzo chciałbym Cię spotkać oraz ucałować. Wpatrywać
się w Twoje liliowe oczy. Całować Twoje piękne usteczka.
Mam nadzieję, że list dotarł do Ciebie. Odezwij się proszę!
Twój kochany Janek"

Martyna uznała, że są to listy pisane w czasie I wojny światowej. Zaczęła szukać dalej, znalazła jeszcze trzy inne, które były odpowiedzią na wcześniejsze. Spomiędzy stron książki wysunęły się także zdjęcia. Była na nich piękna, szczupła kobieta oraz mężczyzna. Ona była ubrana w kolorową suknię, a on w garnitur. Inne uwieczniło ich w dniu ślubu.
Mijały godziny, a dalej nikt nie szukał Martyny. Minęła noc. Dziewczyna spędziła ją w tym tajemniczym miejscu, aż nagle usłyszała głos.
To był głos Olka.
- Martyna, gdzie jesteś?- Nareszcie! Kamień spadł jej serca.
- Halo, Olek tutaj!
- Gdzie ty jesteś?
- Na dole – krzyczała.
- Co ty tu robisz?- Chłopiec zauważył dziewczynę.
- Myślisz, że ja wiem? Pomóż mi proszę!
- Już idę po ciebie.
Minęło około 20 minut i usłyszała hałas.
- Martyno, złap tę linę. - Dziewczyna wzięła zdjęcia oraz listy i złapała się liny.
W parę sekund znalazła się na górze.
- Nie wiesz, jak się martwiłem! - po wypowiedzeniu tych słów Olek przytulił Martynę.
- Patrz, co znalazłam – wolała z przejęciem. - Myślę, że to jakieś zdjęcia z czasów wojny i są jeszcze listy.
- Ciekawe skąd się tam wzięły? Pokażesz mi je? Chciałbym
je przeczytać.
Ale to później. Na pewno jesteś głodna. Pójdziemy do restauracji
i coś zjesz. Co ty na to?
- Ale ty stawiasz! - Ruszyła w stronę wyjścia.
- No dobrze, należy ci się.
Przyjaciele poszli do restauracji. Tam Martyna pokazała Olkowi zdjęcia oraz listy.
- Co ty na to, żebyśmy ich odnaleźli. W sumie chyba to oni nie żyją, ale może wnuki… - zaproponował chłopak.
- Świetny pomysł, ale na razie to ja chcę coś zjeść i pójść spać, bo na ziemi się niewygodnie śpi. - Zaśmiała się. Zjedli wspólnie posiłek i poszli do domu.
Następnego dnia Martyna wstała jak skowronek. Ubrała spodnie oraz bluzę i wyszła do pracy. Przy wejściu spotkała Olka.
- I co, jaki plan? - zapytała od razu.
- Skoro znalazłaś to tutaj, to może się popytamy jakichś nauczycieli lub pracowników. Co ty na to? - zaproponował.
- Może być. - Po czym rozdzielili się.
Martyna najpierw poszła do sekretariatu szkoły. Zapukała do drzwi. Zastała tylko wicedyrektora.
– Proszę! - Dziewczyna uchyliła drzwi i weszła do środka.
Gabinet był pełen roślin, dyplomów. Stały tam trzy biurka. Przy jednym z nich pracował Jan Nowak.
- O, dzień dobry pani Martyno! Słyszałem o tym, co się stało. Mam nadzieję, że już pani się lepiej czuje - przywitał ją.
- Dzień dobry, już wszystko w porządku. Dziękuję, że pan pyta.
- Co panią tu sprowadza? - zdziwił się nieco jej obecnością.
- Gdy spadłam, znalazłam to. - Po czym pokazała książkę, listy i zdjęcia. - Wydaje mi się, że pan może ich znać.
- Tak, znam. To są dawni dyrektorzy szkoły, ale nie tej, tylko wcześniejszej.
- Może pan mi coś opowiedzieć o nich? - zaciekawiła się.
- Tak, oczywiście. To jest Gabriela, pokazał na kobietę, a to Janek. Byli
małżeństwem. Przez wiele lat byli rozdzieleni. Gdy wreszcie się spotkali i skończyła się wojna, wzięli ślub. Żyli długo w szczęśliwym związku. Pewnego dnia otworzyli szkołę. I tak prowadzili ją przez następne 11 lat.
Później wybuchła II wojna światowa. Jan musiał iść do wojska. Niestety, podczas jednej bardzo niebezpiecznej akcji zginął. Gabriela, gdy dowiedziała się o tym, popełniła samobójstwo. Później
ich szkołę zbombardowano. Z budynku nic nie zostało.
- Bardzo smutna historia - stwierdziła Martyna.
- Tak, ale legenda głosi, że zakopali kapsułę czasu. I ty chyba ją znalazłaś, młoda
damo - zażartował.
- Naprawdę? Nawet nie wiedziałam. Mam do pana jeszcze jedno pytanie - wydukała
nieśmiało.
- Proszę, jakie?
- Czy wie Pan, jak się nazywali?
- Jan i Gabriela Niemiara.
- A, czy mieli dzieci lub rodzinę?
- Nie, dzieci nie mieli. Ale brat Janka miał. Co, młoda damo, chcesz im oddać te listy i zdjęcia?
- Tak.
- Postaram się dowiedzieć, gdzie mieszkają…
- Dziękuję bardzo za pomoc.
Martyna wyszła z gabinetu i udała się do Olka. Opowiedziała mu, czego się dowiedziała. Chłopak był pełen entuzjazmu. Minęły dwa dni, ale wicedyrektor nie miał dla niej żadnych wiadomości. Dziewczyna zaczęła się martwić, dopiero kolejnego dnia została zaproszona do gabinetu.
- Dzień dobry pani Martyno. Tu ma Pani kopertę z potrzebnymi informacjami, ale proszę nie otwierać jej tutaj… - zasugerował.
- Dziękuję bardzo, nie wie pan, jak mi na tym zależało! – zawołała, z radości zaczęła skakać, w emocjach przytuliła wicedyrektora.- Ojć, przepraszam.
Zabrała kopertę i pobiegła prosto do swojego przyjaciela.
W pracy godziny dłużyły się niemiłosiernie. Martyna bardzo chciała poznać zawartość koperty, ale dotrzymała słowa.
Przyrzekła, że jej nie otworzy.
Gdy wreszcie skończyła pracę i doszła do domu, w którym czekał Olek, w końcu mogła zaspokoić swoją ciekawość.
- To co, otwieramy? - zapytał Olek.
- Boję się. Boję się tego, co tam znajdziemy.
- Na martw się - pogłaskał ją po ramieniu.
- Dobra, otwieram. – W kopercie znajdowała się kartka z zapisanym adresem
ul. Warszawska 15/96 Stalowa Wola
- Tam mieszka moja ciocia. Może to ona jest wnuczką Gabrysi i Janka?
- Może. To co, jedziemy?
- Dobra, ale kiedy?
- Teraz! Pakuj swoje rzeczy i jedźmy.
- W porządku.
Podróż trwała długo. Gdy wreszcie dojechali, byli bardzo zmęczeni,
ale nie dali za wygraną. Od razu poszli pod zapisany na kartce adres. Zobaczyli starą rozpadającą się kamienicę. Zadzwonili do drzwi. Otworzyła im ciocia.
- Dzień dobry dziecko, co cię tu sprowadza?
- Dzień dobry ciociu. To jest Olek, mój najlepszy przyjaciel. Mam do ciebie kilka pytań.
- Proszę wchodźcie.- Kobieta skierowała ich do pokoju. Mieszkanie było ozdobione obrazami oraz rękodziełami.
- Ciociu, nie wiem jak to zacząć…
- Mów, moje słońce.
-Bo ja w pracy znalazłam takie zdjęcia. I myślimy, że należą do twoich dziadków. - Po czym podała jej zdjęcia.
- Tak, to oni. - Widać było w jej oczach łzy. - Babcia Gabrysia i dziadek Janek. Dziękuję ci dziewczę, nie wiesz, jakie to dla mnie ważne.
- Proszę ciociu.
Kiedy wzruszenie minęło, wypili razem herbatę i wysłuchali wzruszającej historii miłości Gabrysi i Janka.
Ale o tym opowiem innym razem.
KONIEC

K O N I E C
