


W słoneczne popołudnie byłem u kuzyna.
Chcieliśmy pobawić się na dworze, więc wyszliśmy z
domu i już mieliśmy wejść do lasu, gdy nagle…
Wpadliśmy do wielkiej dziury ukrytej w ziemi i…
Znaleźliśmy się na jakieś drodze, którą otaczały
ciemnozielone drzewa.
Z niemałym lękiem poszliśmy dalej.
Zobaczyliśmy wielki budynek i od razu pomyśleliśmy, że to zamek!
Zapukaliśmy do drzwi z napisem ,,Avalon”.

Otworzył nam rycerz w srebrnej zbroi i ze zdziwieniem
zaprowadził do króla, który zapytał:
- Kim wy jesteście i co tutaj robicie?
- Ja jestem Dominik, a to mój kuzyn Adrian. Wpadliśmy
do dziury i pojawiliśmy się u ciebie na zamku.
- Widział was ktoś?
- Nie, a czemu pytasz?
- Dlatego, że ścigają mnie rycerze czarnoksiężnika.
Porwali już mają córkę i żonę.
- Z chęcią ci pomożemy – zaproponowałem.
- Moglibyście, ale czy wy macie odpowiedni strój?
- Nie, panie. A może rycerze coś mają?
- Poczekajcie, zaraz zawołam krawców.



Przybył sługa, dokładnie nas zmierzył i obejrzał.
Posłannicy przynieśli zbroję, ubraliśmy się, a gdy
byliśmy gotowi, król dał nam mapę i wyjaśnił, w jakim
kierunku trzeba iść. Przestrzegł nas, że w drodze jest
wiele niebezpieczeństw. Wyruszyliśmy z zamku po
długim moście, przez mury, aż wyszliśmy na zupełnie
pustą przestrzeń, jeszcze bardziej ciemną. Dobrze, że
miałem ze sobą latarkę!
Szliśmy w głąb lasu, gdy niespodziewanie zza
krzaków wyleciała wiedźma. Myślałem, że to już
koniec… Nagle przypomniałem sobie, co było w filmie!
Wiedźmy i czarownice odstrasza jedna rzecz - ogień.
Szybko znalazłem patyk, w plecaku zapalniczkę i
podpaliłem gałązkę, rzuciłem w nią… Zniknęła
znienacka, więc poszliśmy dalej.



Szliśmy długo, gdy wtem zobaczyliśmy wielkie
zamczysko. Podbiegliśmy do drzwi, dobrze, że były
otwarte. Powoli weszliśmy do środka. Powiedziałem do
Adriana:
- Patrz, jak tu koszmarnie!
- Widzę, ale znajdźmy królewnę – odparł przerażony
kuzyn.
- Dobrze.
Zamek aż roił się od pajęczyn, robali i korytarzy.
Poszliśmy tym, z którego było słychać odgłosy.
Ujrzeliśmy duży stół, a przy nim czarownice, potwory i
samego czarnoksiężnika. Adrian zauważył wiszący na
ścianie klucz i pomyślał, że to od lochów. Zakradłem się
po cichu i zabrałem go. Zeszliśmy na sam dół, a tam
było pełno krat…








Odszukaliśmy celę królewny i otworzyliśmy ją,
szybko mówiąc, kim jesteśmy i co tu robimy.
Wbiegliśmy na górę. Przypadkowo zahaczyłem za jakąś
dźwignię i wpadliśmy do laboratorium. Na ziemi leżał
kawałek papieru, a na nim napis:
Patrząc na zamek, widzisz jedną pojedynczą
wieżę, gdzie królowa samotna płacze.
Zastanawialiśmy się z kuzynem, co też to może
oznaczać, a księżniczka powiedziała, że dwa miesiące
temu zaginęła jej mama. Wiedzieliśmy już, kto
przebywa na wieży. Znaleźliśmy klapę w dachu,
otworzyłem ją i wyszliśmy na zewnątrz. Stanęliśmy
przodem do zamku, po prawej stronie naprawdę była
wieża…








Wszedłem do niej i choć było dużo schodów,
szybko mi poszło. Zobaczyłem królową, powiedziałem,
że znam jej córkę, a ona zeszła ze mną na dół…
Księżniczka witała się z mamą, a… na drodze znowu
znalazłem kartkę:
Pod wieżą skarb czeka… Kopcie głęboko…
Pod drzewem leżały łopaty, więc wziąłem je z
kuzynem i zaczęliśmy kopać. Trwało to długo, ale
znaleźliśmy skrzynię z napisem ,,Avalon”. Królewna
miała klucz pasujący do kufra… Po otwarciu ujrzeliśmy
złoto, które aż się wysypywało… Zamknęliśmy skarb i
czym prędzej udaliśmy się do zamku.


Król ucieszył się na widok księżniczki i jej matki.
Podziękował nam za ich uratowanie, a w zamian
ofiarował złoto. Pasował nas nawet na rycerzy. Nagle
coś zawirowało… I znów znaleźliśmy się na leśnej
polanie.
To była naprawdę niesamowita przygoda. Leżąc na
trawie, mówiliśmy sobie:
- Pewnie nikt nam nie uwierzy…


