Dla wszystkich, którzy myślą, że mają ciężko...

11 sierpnia 1195r. p.n.e.
Był to jeden z lepszych dni w całym moim życiu. Moja piękna żona, Penelopa, urodziła mi syna, któremu daliśmy na imię Telemach. Nigdy nie czułem takiej radości jak wtedy, gdy mogłem wziąć mojego synka na ręce. Poczułem od razu, od pierwszego wejrzenia, że kocham tę małą istotę nad życie. Już zacząłem wyobrażać sobie przyszłość jak kołyszę synka na rękach, jak siedzimy w cieniu drzewa, ja i karmiąca Telemacha Penelopa, a nawet jak razem z przyjaciółmi urządzamy biesiadę. Jednak wszystko, co dobre, szybko się kończy. Jeden z najlepszych dni w moim życiu stał się jednym z najgorszych. W dniu tym wybuchła wojna. Musiałem zostawić żonę, synka i wyjechać z Itaki, co było dla mnie ogromnym ciosem prosto w serce.

22 października 1184r. p.n.e.
Dopłynąłem do jakiegoś brzegu. Mimo, że nie wiedziałem, gdzie jestem, poczułem radość i ulgę. Postawiłem krok. Nawet nie wiem kiedy, znalazłem się w jakiejś pieczarze. Nie trzeba było długo czekać na gospodarza. Na moje nieszczęście okazał się nim cyklop Polifem. Nie miałem żadnej drogi ratunku. Mimo, że strach zjadał mnie od środka, musiałem coś wymyślić. Usiadłem w kącie pieczary, gdzie byłem niewidoczny i zacząłem myśleć. Tak jak przeczuwałem, w końcu mnie zauważył. Nie wiedziałem, co robić. W ręku miałem tylko pochodnię. Żeby się uratować, musiałem wypalić Polifemowi oko. Wiem, że było to złe, lecz w tym momencie myślałem tylko o mojej żonie i synku.

23 marca 1183r. p.n.e.
Wraz z załogą dotarłem na wyspę, która wydawała się być niezamieszkała. Jednak myliłem się, na wyspie stał zamek. Właścicielką zamku była Kirke. Kilkoro z moich ludzi weszło do jej zamku. Okazało się, że to czarownica. Zamieniła moich towarzyszy w świnie i zamknęła w oborze. Nie miałem pojęcia, co robić. Moja załoga stała się zwierzętami, a ja byłem bezbronny wobec jej czarów. Myślałem, że już mogę spisać ich na straty. Miałem jednak wielkie szczęście. Obok zamku spotkałem Hermesa, który dał mi ziele zabezpieczające przed czarami Kirke. Odporny na czary, mogłem stawić jej czoła. Chociaż w głębi duszy i tak się bałem. Przekroczyłem próg jej pałacu. Już chciała rzucić na mnie czar, w tym momencie jednak zobaczyła, że jestem odporny na magię. Kompletnie straciła pewność siebie. Kazałem jej odczarować moją załogę. Gdy już to zrobiła, zacząłem z nią rozmowę. Okazała się ona być bardzo miłą osobą. Czasem pierwsze wrażenie jest mylne. Tak dobrze się dogadywaliśmy, że zostałem w jej zamku. Czułem się u niej jak w domu.

1 maja 1182r. p.n.e.
Lekki wiatr wiejący na morzu zaczął znosić mój okręt w stronę wyspy syren. Już wiedziałem, co czeka mnie i moją załogę. Syreny to czarodziejki o pięknym głosie i zabijającym śpiewie. Musiałem ruszyć głową i coś wymyślić, w końcu pragnąłem wrócić do Itaki. Wymyśliłem, że zakleję moim towarzyszom uszy woskiem, a siebie każę przywiązać do masztu. Wyspę syren mieliśmy już w zasięgu wzroku. Moja załoga, mająca zaklejone uszy, nic nie słyszała. A ja? A ja czułem coś, czego nie czułem nigdy. Ach, ich śpiew był taki cudowny. Jedyne, czego wtedy chciałem, to iść tylko w ich stronę. Musiałem być silny, ponieważ moje serce ubolewało z powodu rozłąki z rodziną. Nie mogłem ulec ich głosom. Mimo walki uczuć w mojej głowie, wiedziałem, że liczy się dla mnie tylko powrót do rodziny. Dałem radę.

19 listopada 1182r. p.n.e.
Myślałem, że wszystko zmierza ku dobremu, lecz już czekała na nas nowa, groźna przygoda. Między Sycylią a wybrzeżem Italii otwierał się bardzo wąski przesmyk morza. Byłem pewny, że nie dam rady tamtędy przepłynąć, ponieważ w dwóch skałach mieszkały Scylla i Charybda. Jedna po jednej stronie, druga po drugiej. Charybda trzy razy dziennie wciągała w swą gardziel morze i wszystko, co akurat tędy przepływało. Byłem już pewien, że wylądujemy w jej paszczy. Jednak w ostatniej chwili kazałem skręcić statkiem w stronę drugiej skały. Charybda nie mogła nas dosięgnąć. Kolejny raz nam się udało. Wręcz nie dowierzałem, że znów wyszliśmy z tego cało. Byłem dumny z siebie i swojej załogi.

25 grudnia 1175r. p.n.e.
Nasz statek się rozbił. Już myślałem, że po mnie. Cud, że przeżyłem. Na pół nieżywy, dryfując na belce, dotarłem do jakiegoś brzegu. Znalazła mnie mieszkanka wyspy nimfa Kalipso. To dzięki niej żyję. Nie ma, niestety, nic za darmo. Kalipso chciała, abym został jej mężem. Musiałem się zgodzić, chociaż moje serce należało do Penelopy. Nie miałem jak od tego uciec. Moje serce krzyczało z bólu i rozpaczy. Jednak nie zapowiadało się, aby to miało się zmienić.

15 lutego 1174r. p.n.e.
W końcu mogłem wyruszyć w dalszą podróż. Myślałem, że teraz uda mi się dotrzeć do brzegów Itaki bez żadnych przeszkód. Jednak grzechy popełnione wobec Polifema mnie dopadły. Na morzu rozszalała się burza. Moja łódź sama obierała sobie kierunek, nie miałem nad nią żadnej kontroli. Myślałem, że tym razem nie uda mi się wyjść z tego cało. Ale pomyślałem, że tyle razy dałem radę, to i teraz może się uda. Musiałem przecież wrócić do rodziny. Chciałem w końcu ukrócić ból spowodowany rozłąką. Nie zanosiło się, żeby burza ustała. Straciłem przytomność. Obudziłem się nagi, na nieznanym brzegu. Na plaży były jakieś dziewczyny. Postanowiłem wyjść z krzaków...Cały pokryty byłem mułem rzecznym. Dziewczyny spłoszyły się i uciekły. Przecież nie chciałem ich przestraszyć. Jedna z nich jednak została .Była królewną mieszkająca na wyspie. Gdyby nie ona ,nie wiem, co bym zrobił, pewnie zostałbym tam sam, pogrążony w smutku. Wiele jej zawdzięczam. Dziewczyna zaprowadziła mnie do pałacu, dała nowe szaty, nakarmiła i napoiła. Okazało się, że wyspa, na której się znajduję, to wyspa Scherii zamieszkała przez Feaków. Ich statki lecą po morzu szybciej niż myśli. Statki te nie posiadają sterów, ponieważ mają własną duszę. Przez myśl przemknęło mi, że dzięki takiemu statkowi mógłbym szybciej wrócić do Itaki.

20 marca 1174r. p.n.e.
Okręt dobił do Itaki, czego nawet nie wiedziałem, bo spałem. Gdy się ocknąłem i trochę rozejrzałem, zrozumiałem, że to moje ziemie. Tak! To była Itaka. Poczułem wtedy radość i ulgę, jakiej nigdy nie doznałem. Już chciałem biec do mojego domu. Jednak powstrzymała mnie Atena. Powiedziała, że nie mogę tak po prostu tam wejść czy iść przez miasto, bo zostanę rozpoznany. Mimo, że już chciałem zobaczyć żonę i syna, musiałem posłuchać Ateny. Przebrałem się w łachmany żebracze i wyruszyłem na podbój mojej własnej żony...wygrywając turniej o jej rękę. Ani żona, ani syn nie rozpoznali mnie. Dopiero, gdy się umyłem, przebrałem i zagadałem o rzeczach, o których wiedzieliśmy tylko ja i Penelopa, coś zaczęło im się rozjaśniać. W końcu zrozumieli, że to naprawdę ja. Penelopa wpadała z płaczem w me ramiona, a syn patrzył z niedowierzaniem. To, co wtedy czułem, jest nie do opisania. Znów mogłem ich przytulić. Widząc ten uśmiech i łzy szczęścia, zrozumiałem, że mimo rozłąki cały czas żyłem w ich sercach. W końcu znów mogliśmy być razem, cała nasza trójka.

