


rys. Wanarska Weronika
Asindorki były zawsze uśmiechnięte. Nosiły różowe habity ozdobione klejnotami. Na ich głowach widniały złote aureole. Wyglądały jak anioły, które spadły z niebios.
Dawno, dawno temu, a może wcale nie tak dawno, za górą chełmską, żyła stara dynastia różowo habitowych Asindorków. Mieszkały one w magicznym klasztorze pod wezwaniem Wielkiego Indora Pana. Widoczny on był tylko dla wtajemniczonych.

Asindorki były opiekunami pięknego różowego klejnotu, który chronił miasto leżące u stóp góry chełmskiej.
Klejnot Asindora wielkiego był ukryty pod wieloma warstwami ziemi.
Pewnego strasznego dnia Klejnot został skradziony przez złe zielone gobliny fuka fuka.
Wówczas nad miastem zapanował straszliwy mrok i chaos.




Złe i wstrentne gobliny mieszkały na bagnach,
na które nikt nigdy nie odważył się zajrzeć.
Było to miejsce ponure i wyjątkowo nieprzyjemne.
Ludzie opowiadali o bagnach okropne i niewiarygodne historie.
Jednak, aby ratować swoje ukochane miasto Asindorki postanowiły wyruszyć w długą, szeroką i straszną wyprawę na przeraźliwe bagna.


Po długiej, męczącej podróży przez nieznane ścieżki, dotarły do krainy Goblinów.
Przeraźliwi strażnicy bagien, zaprowadzili Asindorki do króla Goblinów.

Wielki zielony Goblin bardzo niechętnie przywitał gości słowem "czego?!!!!!".
Niestety nie miał on dobrych manier.
Asindorki zignorowały jego złe zachowanie, ponieważ zależało im na ratowaniu miasta i odzyskaniu klejnotu.

Gdy król Goblinów zobaczył, że Asindorki się go nie boją, postanowił oddać im klejnot, nagradzając ich odwagę. Obiecał też, że spróbuje być trochę grzeczniejszy.

Szczęśliwe Asindorki wróciły do swojego klasztoru i odłożyły klejnot na miejsce.
Wtedy nad miastem znów zaświeciło słońce i wszyscy byli szczęśliwi.
KONIEC


