
Ja, mój braciszek i starsza siostra Milena, jedenaście dni temu wyruszyliśmy w podróż do domu.
- Daleko jesce? - zapytał malutki Alex.
- Mmm... Już niedługo. - zapewniła go Milena. - - Za dwa dni dojdziemy do wioski Janerti.
Milczałem. Wędrówka podczas burzy śnieżnej w górach nigdy nie jest łatwa. Szliśmy na górę Karni. Podobno ze szczytu widać cały świat. I tak nie mamy nic do stracenia. Góry nadal nie było widać.
- Janerti?! - zapytałem zdziwiony.
- Ćśś... - szepnęła Milena.
- Co się stało?
- Cicho! - znów powiedziała. Usłyszeliśmy szczękanie zębami. - To sile. - Wyciągnęła sztylet.
- Uważajcie!











Zaczęliśmy biec ile sił w nogach. W pewnym momencie poślizgnąłem się i upadłem. Podnosząc się ze śniegu, zobaczyłem, że otoczyła mnie grupa sili – duchów dzikich wilków. W pewnym momencie jeden z nich, chyba największy rzucił się na mnie i wszystkie odskoczyły by zastygnąć bez ruchu.
- Aaa!!! – krzyknąłem. – Aaa jak boli, ugryzł mnie! – wrzasnąłem zdziwiony.
Stanąłem na nogi i zacząłem uciekać jak najdalej mogłem. Uff udało się. Nie wiedziałem, gdzie jestem. Zgubiłem się. Szedłem tak przez cały dzień aż natknąłem się na starą chatkę. Postanowiłem zapytać właściciela o drogę do wioski Janerti. Zapukałem w drzwi chaty. Nic. Zapukałem jeszcze raz. Cisza. Po krótkim zastanowieniu, otworzyłem drzwi.
- Halo? Jest tu ktoś? - było cicho jak w grobie.



Po lewej stronie zauważyłem łóżko. Byłem tak zmęczony, że podszedłem i runąłem na nie jak kłoda. Zasnąłem szybko, lecz śnił mi się koszmar. Usłyszałem głos:
- Kacper, Kacper! - krzyknął upiornie.
Zdawało mi się, że byłem w białym pomieszczeniu, tylko biel i biel.
- Kacper! - krzyknął jeszcze raz.
- Tak?! - powiedziałem już bardzo przestraszony.
- Wyjdź stąd albo zostaniesz uwięziony tu na wieki!!! – krzyknął.
- Skąd znasz moje imię?!
- Ja wiem wszystko!






Chyba straciłem przytomność. Obudziłem się. Był dzień, za oknami nie padał śnieg, ale coś innego przykuło moją uwagę. To była samotna skrzynia pośrodku chatki. Wcześniej jej tu nie było. Podszedłem i otworzyłem ją ostrożnie. W środku znalazłem mały sztylet z kryształu cynitu. Obok leżał mały list. Wziąłem sztylet i zacząłem czytać list.
„Kacprze,
jeśli to czytasz synu, to wiem, że żyjesz. Daję Ci mój najlepszy sztylet, wiedząc, że dobrze będziesz się nim posługiwać. Obróć list. Mapa, którą widzisz doprowadzi Cię do wioski Janerti. Kieruj się na wschód.
PS. Pozdrów Milenę i Alexa.
Twój tata.”
Po przeczytaniu listu wyruszyłem w drogę. Miałem mętlik w głowie. Kierowałem się na wschód, tak jak kazał tata. Zbliżała się noc, a ja byłem strasznie głodny. Nie wiedziałem czym się bardziej przejmuję, tym, że zaraz umrę z głodu, czy tym, że najprawdopodobniej już nigdy nie spotkam rodziny.
Nagle usłyszałem rozmowę:
- Ej nie popychaj mnie!!! - powiedział nieznajomy głos.
- Sama zaczęłaś. - krzyknął drugi.
Zaczaiłem się za dużą zaspą śniegu. W końcu wyszedłem z ukrycia.
- Hej wy!! - krzyknąłem wyciągając sztylet. - Coście za jedni!?
- Mmm Nie szukamy kłopotów! - odezwał się jeden z nieznajomych.









- Jestem Sali, a to mój brat Timi.
- Aha, przepraszam, że was wystraszyłem. - powiedziałem zawstydzony.
- Spokojnie, nic się nie stało - powiedziała Sali.
- Nie przedstawiłem się. Jestem Kacper.
- Miło Cię poznać. - powiedział Timi. - Zgubiłeś się?
- Niezupełnie – powiedziałem. - Mam mapę i kieruję się do wioski Janerti.
- Ooo, naprawdę? - powiedziała Sali. - Mieszkamy tam.
- To niedaleko. - powiedziała Sali. - Chodź z nami! Zaraz zapadnie noc.
- Nie stójmy bezczynnie i nie marznijmy. - powiedziała Sali.
Szliśmy w milczeniu około dwudziestu minut. Z daleka było widać światła. Sali i Timi zaprosili mnie do swojego domu.
- Dobry wieczór. – powiedziałem, gdy weszliśmy do domu.
- Dobry wieczór. - odpowiedziała ich mama. - Widzę, że mamy gościa.
- Jak masz na imię? - spytała mama.
- Kacper. Dziękuję, że mogę tu zostać. – powiedziałem.
- Dobrze. Timi, Sali, pokażcie Kacprowi pokój.
Pokój był bardzo przytulny, a po lewej stało małe łóżko.
- Bardzo wam dziękuję.
- Nie ma za co. Widzę , że jesteś zmęczony. Coś się stało? – zapytała Sili.
- Tam gdzieś na zewnątrz jest moja siostra i brat.
- Jutro zaczniemy ich szukać, teraz jest za ciemno.
Po tych słowach wyszli z pokoju, a ja zasnąłem. Śniły mi się wilki.




- Rano, przy stole zastałem Timiego, Sali i ich mamę.
- Wstałeś w sam raz na śniadanie. - powiedziała ich mama.
- Dzień dobry. – powiedziałem.
- Kacper szuka swojego rodzeństwa. – powiedział Timi. - To znaczy. Oni są w tej wiosce.
- Hmm... Zapytajcie Makarego i jego żony.
- Dobrze mamo. - powiedział Timi.
Szliśmy w milczeniu. W pewnym momencie zobaczyłem ich!
- Mama! Tata! Milena! Alex! – krzyczałem jak szalony.
- Kacper! - wszyscy krzyknęli radością.
- Twój tata to Makary?! – zapytał Timi.
- No, chyba tak. – zastanawiałem się przez chwilę, dlaczego mój tata przybrał nowe imię. – Dziękuję wam. Bez was nie odnalazłbym swojej rodziny.







