
Pewnej słonecznej niedzieli jak co weekendu wybraliśmy się całą rodziną do dziadków. Kiedy babcia z mamą robiły obiad, siostra Patrycja i ja weszłyśmy po schodach na strych, ponieważ bardzo nas ciekawiło, co może tam być.

Były tam zakurzone książki i zeszyty. Gdzieś w kątku coś zabłyszczało, poszłam i zobaczyłam pudełeczko.
-Patrycja!Chodź coś zobaczysz! - zawołałam siostrę.
-Co, co?! krzyknęła.
-Patrz jakie piękne pudełeczko. - powiedziałam.
-Ale cudowne! - odrzekła.
Zeszłyśmy na dół i spytałyśmy
-Czyje to pudełeczko leżało na strychu?
Tata odpowiedział:
-Pewnie to mamy.
-Nie, to nie moje - odpowiedziała mama.


-To skąd to się wzięło? - zapytałam razem z siostrą.
Pudełeczko odrzekło:
-Przyniosła mnie dobra wróżka.
Wszyscy przez kilka minut zaniemówili, i patrzyliśmy ze zdziwieniem. Babcia razem z dziadkiem odetchnęli, nałożyli okulary i wzięli do rąk pudełeczko. Za chwilę mój brat Szymon powiedział:
-Babciu, otworzysz?
Otworzyła, a tu nic nie było. Po chwili pokazał się rosnący diament, który osiągnął wielkość kurzego jajka. On był cudowny a kolor wręcz nie do opisania. Mienił się tęczową paletą kolorów.
Moja rodzina bardzo się ucieszyła, bo to był prawdziwy skarb, ponieważ diament spełniał wszystkie nasze życzenia.
KONIEC
