
Książkę dedykujemy wszystkim,którzy wierzą
w siłę marzeń.


Rozdział pierwszy
Sara
Noc, plaża, gorący piasek... Woda, nie potrafię pływać, tonę!
-Midas, zabieraj swój mokry język z mojej twarzy! Nawet pies nie szanuje mojej prywatności!
-No co się tak gapisz? Zaraz wstaję!
Zamykam oczy i jeszcze przez chwilę zatapiam się
w urzekającej ciszy czerwcowego poranka. Przerywa ją tylko muzyka rozszalałej, rozzieleniałej, kwitnącej natury. Gdyby tak można było zostać w łóżku przez cały dzień. Dobrze, że marzenia nic nie kosztują!
-Saro, za pół godziny masz autobus - słyszę niecierpliwe słowa mamy.
Zapomniałam jej powiedzieć, że facet od angola zachorował
i nie mamy pierwszej lekcji. To zdecydowanie najlepsza rzecz, jaka wydarzyła się od wczoraj. Słówka, czasowniki nieregularne i te jego suchary tworzą mieszankę wybuchową. Matka natura zdecydowanie wie, co robi.
I panu Sucharskiemu, i nam należy się chwila odpoczynku.
Wstaję i leniwym krokiem idę do łazienki. Patrzę na wysoką brunetkę z dołeczkami w policzkach i próbuję się do niej uśmiechnąć. Dzisiaj jest całkiem niebrzydka. A w swoich nowych butach będzie urzekająco ciekawa. Zuza pęknie
z zazdrości.


Jeszcze tylko Jeszcze tylko cztery schodki dzielą mnie od gofrów z malinami. Kochana mama – doskonale wie,
jak sprawić, aby poranek mniej bolał. Dobrze, że mój pokój mieści się na górze. Droga do kuchni zajmuje sto dwadzieścia sekund, a po drodze patrzą na mnie dwa lustra, które powtarzają do znudzenia, że życie jest wspaniałe, a poranne wstawanie to tylko kropelka dziegciu w wielkiej beczce miodu. Mam tez czas, aby wygiąć usta
i przykleić piękny uśmiech. Nie chcę martwic mamy, ma sporo swoich kłopotów.

-Mamuś, nie widziałaś moich
okularów?
-Sprawdź na parapecie!
No tak, dziadek przyłożył
się do tego skrawka świata.
Kuchenny dębowy parapet
pełni rolę biblioteki, jadalni, niezbędnika turysty, przechowalni bagażu i biura rzeczy znalezionych. Ma tylko jedną wadę. Należy do okna, które skierowane jest na dom Michała. No dobrze, może i jest przystojny, ale to największy palant, jakiego znam. Na szczęście, mama nie słyszy moich myśli. Skończyłoby się przemową na temat mojego słownictwa, dobrego wychowania, etc.
Są okulary, wyostrzam widzenie.
Nie zrozumcie mnie źle. Mama to najlepsza mama, tata, siostra i święty Mikołaj. Szkoda, że ojciec tego nie wiedział. Zostawił nas, kiedy miałam siedem lat. I niestety, znowu o nim myśli. Zawsze, kiedy to robi, słucha Czerwonych Gitar.
Do „Anny Marii” zdążyłam przywyknąć, ale nie godzę się
na smutek wystający z jej oczu.
-Dziękuję za gofry. Uratowałaś mój poranek.
- Zabierz te dwa do szkoły.
Patrzę na mamę jeszcze przez chwilę, a potem pakuję pudełko zwane rozkoszą dla podniebienia i ruszam na przystanek.
- No nie, co za gbur!? Moje nowe buty!!!
-Dlaczego znowu ja?
Rozdział drugi

Michał
To będzie dobry dzień. Nawet matma z "Buką" nie robi dziś na mnie wrażenia. Tuż po szkole wybieramy się z kumplami na nowa część Star Wars. Moc, energia, adrenalina.
- Siemka Barti!
- Siema, widziałeś, jak ją załatwił? Może dogonimy gościa
i spiszemy numery.
- Kogo masz na myśli?
W tej samej chwili zauważam Sarę i wybucham niepohamowanym śmiechem. Wygląda, jak babcia Marysia przed Dniem Kobiet. Na twarzy ma maseczkę błotną, a jej ubranie ocieka wodą i błotem.
Co cię tak śmieszy!? - słyszę jej wściekły głos i czuję coś lepkiego na twarzy. Ta wariatka rzuciła
we mnie gofrem. Na szczęście, Bartek ma w samochodzie nawilżane chusteczki. Przecieram twarz i ruszamy
za autobusem. Dziewczyny to jakieś niezrozumiałe konstrukcje, a co gorsza nie ma do niech instrukcji obsługi.
Nie wiem, jak to jest z Wami, ale moja złość szybko mija. Co innego z Sarą. Po południu natykam się na nią niedaleko szatni. Kipi z wściekłości. Muszę dać sobie z nią spokój.

Rozdział trzeci

Sara
-Wróciłam!
- Za chwilę podaję obiad – zostaw plecak i przynieś mi proszę kilka serwetek z szafki nad telewizorem.
- Nie jestem głodna! Wybucham płaczem i biegnę na górę.
Czerwiec nie jest już taki piękny, zieleń straciła cały chlorofil,
a ja chcę zasnąć i obudzić się, gdy świat na nowo stanie się jasny i łaskawy.
Nie wiem, jak długo to trwa, ale nagle orientuję się, że mama nie nadchodzi.

Czekałam, aby przyszła mnie pocieszyć, ale tak się nie stało...
Powoli schodzę do kuchni. Tym razem zajmuje mi to sto osiemdziesiąt minut. Lustra wiszą, jak zaklęte
i przestają się uśmiechać. Przy zlewie stoi Midas
i zmywa naczynia.
-Usiądź córeczko - odzywa się Midas głosem mamy. Siadam - za rozkazem mamy, Midasa - sama nie wiem...
-Chyba zwariowałam. Mam gorączkę, czy to wszystko mi się śni !?- mówię sama do siebie.
-Już dawno chciałam Ci powiedzieć...
Rozdział czwarty

Reżyser
Właśnie przeczytaliście fragment scenariusza,
który muszę wykorzystać jako pomysł na film. Dawno nie czytałem nudniejszej opowiastki. Rozhisteryzowana nastolatka i gadający pies. Nie nakręcę tego, ale wpadłem na pewien pomysł.
Co Wy na to, aby pomieszać szyki autorowi? Napiszemy naszą własną historię. Ogłaszam konkurs. Czy najnowszy - I Phone X - to dobry pomysł na pierwszą nagrodę?
Zmieńcie tę nudną historię. Wytłumaczcie, co stało się
z mamą Sary, a może wyznaczycie Michałowi rolę, która na zawsze zmieni jego stosunki z dziewczynami. Pewnie chciałby zasłużyć na miano gwiezdnego rycerza. Wszystko w Waszych rękach. Każda opowieść to glina, którą możecie formować siłą swojej wyobraźni. Do dzieła! Pamiętajcie, że najciemniej jest pod latarnią.

Dziękujemy za poświęcony czas.
Książkę przygotował zespół
Uśmiechnij się! z Rejowca.
