Niezwykła przygoda Charlotte
Książka opowiada o szesnastoletniej dziewczynie- Charlotte, która pewnego dnia znajduję magiczną bransoletkę oraz notes. Zawartość notesu jest dość tajemnicza, bowiem opisuje ona dziwną krainę. Gdy nakłada biżuterię. trafia do magicznego świata. Spotyka tam Kyo oraz Lukasa, który utknął tu w podobnych okolicznościach jak Charlotte.
Czy uda im się znaleźć wyjście z tej dziwnej krainy?
Czy kiedykolwiek jeszcze spotkają swoją rodzinę i przyjaciół?

Pewnego wiosennego popołudnia wracałam ze szkoły. Jak zwykle wybrałam drogę przez las. Nie przepadałam za wypełnionym po brzegi autobusem. Szłam ścieżką, a do moich uszu dochodził przepiękny śpiew ptaków, wiosenne słońce przebijało się przez gęste korony drzew, oświetlając mi drogę. Nagle dostrzegłam w oddali błyszczący przedmiot, który zwrócił moją uwagę . Podeszłam bliżej
i wtedy dostrzegłam, że tym przedmiotem okazała się mała bransoletka i tajemniczy notes, który wystawał z dziupli. Wzięłam te rzeczy, zaczęłam im się przyglądać. Chwilę później usłyszałam, jak ktoś się zbliża , więc w pośpiechu schowałam je do plecaka i udałam się w drogę do domu. Minęła mi ona całkiem szybko, lecz nie mogłam przestać myśleć o tajemniczych przedmiotach, które wtedy znalazłam.Chwyciłam za klamkę do drzwi mieszkania, następnie otworzyłam drzwi. -Cześć córeczko!-już od progu
można było usłyszeć radosny głos mojej mamy.-Hej mamo-przywitałam ją, po czym ruszyłam w stronę pokoju. Od razu po zamknięciu drzwi rzuciłam się na krzesło i wyłożyłam na biurko bransoletkę i notes. Zaczęłam się im przyglądać bliżej. Najpierw otworzyłam zeszyt i zaczęłam czytać jego zawartość.
,,22 Sierpnia 2016, dzień 1
Jestem Lukas. Z powodu niewyjaśnionych przyczyn trafiłem tutaj. Nie wiem, gdzie jestem, ani co to za miejsce, ale jedno jest pewne: Jak najszybciej muszę znaleźć swoją bransoletkę. Obawiam się, że bez niej nie mam możliwości powrotu. Postaram się znaleźć schronienie do zmroku.Po paru minutach udało mi się znaleźć małą jaskinię nieopodal rzeki. Znalazłem kilka gałązek. Następnie rozpaliłem ognisko.
Mam nadzieję, że niedługo wrócę do domu.
23 Sierpnia 2016, dzień 2
Udało mi się przeżyć noc. Zauważyłem, że niedaleko mnie pojawiło się kilka mi nie znanych stworzeń. Były przerażające, wolałem nie ryzykować i poczekać aż się oddalą. Po paru minutach odeszły , więc wykorzystałem okazję i poszedłem poszukać jedzenia. Chwilę później znalazłem krzak borówek. Nie było to za dużo, ale głód ustąpił na parę godzin. Następnie ruszyłem przed siebie, szukając wyjścia z tej krainy."
-Charlotte! Chodź na kolację!- Usłyszałam głos mojej mamy dobiegający zza drzwi. Szybko wrzuciłam przedmioty do szuflady i udałam się do kuchni. Przed sobą zobaczyłam stół zastawiony jedzeniem. Usiadłam przy nim, a po chwili dołączyła do mnie moja mama. W ciszy spożyłyśmy posiłek.
Otworzyłam oczy, oślepiły mnie poranne promyki słońca. Jeszcze zaspana wstałam z łóżka i udałam się w stronę kuchni. Na śniadanie zjadłam naleśniki. Następnie ubrałam się w mundurek szkolny. Pośpiesznie udałam się do mojego pokoju. Włożyłam do torby notes
i bransoletkę i wyszłam z domu. Jak zwykle szłam przez las. Od szkoły dzieliło mnie tylko kilka minut drogi, więc powinnam zdążyć. Znudzona drogą sięgnęłam do plecaka. Wyjęłam z niego srebrną bransoletkę. Raz po raz obracałam ją w dłoni. Przyglądając się jej uważnie, postanowiłam ją przymierzyć. Powoli wsunęłam ją na rękę. Czerwony rubin na biżuterii zaczął świecić. Czerwona poświata zaczęła uwalniać się z bransoletki. Nagle obraz zaczął się rozmazywać, a ja upadłam bezsilnie na grunt.
Obudziłam się, ku mojemu zdziwieniu drzewa miały inne kolory niż zazwyczaj.
Gdy w pełni doszłam do siebie, zobaczyłam dość niecodzienny widok. Zaledwie kilka metrów ode mnie znajdowało się bliżej mi nieznane stworzenie. Trochę przypominało ono wilka. Było koloru białego, a na jego łapach widniał kolor turkusowy. Stało na dwóch łapach, próbując dosięgnąć owoc znajdującego się na wysokim i równie dziwnym jak pozostałe drzewie. Nagle odwróciło się w moim kierunku
i zaczęło podążać w moją stronę. Wnet przypomniał mi się fragment jednego ze wpisów w notesie. Przeraziłam się na myśl, iż to może być jedno z tamtych stworzeń, które widział Lukas. Zaczęłam się wycofywać, podpierając się rękami o ziemię. Stworzenie było coraz bliżej, gdy na mojej drodze ucieczki znalazło się drzewo znajdujące się centralnie za moimi plecami. Zamknęłam oczy, spodziewając się najgorszego. Jednak poczułam coś miękkiego.

Otworzyłam oczy i ku mojemu zdziwieniu było to dziwne stworzenie, które widziałam przed chwilą, lecz teraz wydawało się o wiele przyjaźniejsze. Następnie nie znikając mi z pola widzenia pobiegło do pobliskiego krzewu, zrywając z niego owoc. A następnie podarowało go mi. W podzięce pogłaskałam go po jego białym i lśniącym niczym śnieg futerku. Podczas gdy ja jadłam owoc, mój nowy przyjaciel zaczął iść powoli w stronę widniejącego w oddali lasu. W mgnieniu oka wstałam i dołączyłam do niego.
Szłam pewnym krokiem za zwierzęciem, podziwiając przy tym piękny krajobraz, kolorowe drzewa oraz kwiaty mieniące się wszystkimi barwami tęczy od razu wywołały na mojej twarzy uśmiech. Droga minęła nam zaskakująco szybko. Na miejscu ujrzałam nieduży drewniany domek. Bardzo mnie zdziwił ten widok, gdyż myślałam, że nie ma tu innych ludzi oprócz mnie.
Podeszłam do drzwi i niepewnie pociągnęłam za klamkę. Weszłam do środka, a od razu za mną mój futrzarzy przyjaciel. Poczułam zapach świeżych malin. Po czym zdjęłam plecak i położyłam przy wejściu. Od razu po wejściu do środka ujrzałam korytarz, który był zakończony drzwiami. Mój towarzysz natychmiast podbiegł do następnego wejścia i zręcznie, stając na dwóch łapach, nacisnął na klamkę. W mgnieniu oka znalazł się po drugiej stronię. -Wróciłem ! Mam dla ciebie niespodziankę!- usłyszałam energiczny głos chłopca. Wnet zza drzwi wyłonił się chłopczyk. Wyglądał na około 12 lat. Jego włosy były koloru białego, lecz ich końcówki były turkusowe. Wyglądał tak samo jak tamten zwierzak -Niemożliwe...- pomyślałam zdziwiona. Złapał mnie za rękaw, po czym zaczął ciągnąć mnie w stronę otwartych drzwi, byłam lekko zdziwiona całym zajściem. Po drugiej stronię ujrzałam
niewielki salon połączony z kuchnią. Trafiłam do salonu, w którym stał chłopak. Na oko był on w moim wieku. Miał on blond włosy
oraz przepiękne piwne oczy. Patrzył na mnie spokojnym oraz przyjaznym wzrokiem. -Witaj, nazywam się Lukas- przedstawił mi się brązowooki -a ten mały, to Kyo [czytaj : Kijo]- Wskazał na chłopczyka - to on Cię tu przyprowadził-oznajmił energicznie.-Jestem Charlotte- rzekłam nieśmiało do Lukasa -Czy to... ten Lukas ? Tak czy siak wszystko się okaże, gdy pokażę mu notatnik i bransoletkę -zamyśliłam się.-Jesteś może głodna, przecież musiałaś przejść długą drogę zanim tu dotarłaś ?- chłopak obdarował mnie ciepłym uśmiechem . Pokiwałam twierdząco głową, podczas gdy chłopak udał się do kuchni .-Świetnie się składa, akurat upiekłem ciasto malinowe!- Powiedział chłopak, stojąc w progu kuchni i trzymając talerz z przepysznie wyglądającym ciastem. Usiedliśmy wszyscy do stołu. Rozmawialiśmy
wspólnie podczas jedzenia, a czas mijał nam zaskakująco szybko. - ...więc jak tu trafiłaś?- zapytał z zaciekawieniem Lukas.Zaczęłam opowiadać o moim pojawieniu się w tej magicznej krainie. Cały czas uważnie mi się przyglądał. W pewnej chwili zauważył srebrny przedmiot na moim ręku. Od razu spoważniał. Trochę się zaniepokoiłam.- Skąd to masz?- zapytał zdenerwowany Lukas. Kyo uważnie przyglądał się chłopakowi, próbując odgadnąć powód jego zachowania. - Długa historia... a tak w skrócie znalazłam to i jakiś notatnik w lesie podczas drogi do szkoły- wyjaśniłam. Lukas uśmiechnął się radośnie.- Mogę je zobaczyć ? - zapytał zaciekawiony.-Tak, zaraz wracam- oznajmiłam, wstając od stołu. Sięgnęłam do plecaka i wyjęłam notatnik. Następnie wróciłam do chłopaków. - Proszę- podałam bransoletkę i zeszyt
z notatkami chłopakowi i zajęłam miejsce obok Kyo, który przyglądał się Lukasowi.
Chłopak otworzył zeszyt i przyglądał się uważnie stronom. - Dawno ich nie widziałem...- powiedział z radością.- Jak to ?- zapytałam zaciekawiona. Chłopak uśmiechnął się.-Od pierwszego dnia gdy tu trafiłem, robiłem notatki, lecz pewnego dnia podczas ucieczki przed Varugami - tak nazywamy wrogie stworzenia zamieszkujące tutejsze ziemie. Pojedyncze osobniki różnią się od siebie wyglądem, jednak wszystkie przypominają demony. Gdy się im poddasz, przejmą nad tobą kontrolę i staniesz się jednym z nich. Wracając do tematu...gdy udało mi się od nich uciec, znalazłem zwierzątko. Siedziało pod drzewem zmarznięte i ranne. I tak poznałem Kyo. Podczas ucieczki musiałem zgubić notatnik i bransoletkę. Myślałem że utknę tu na dobre, jednak gdy się pojawiłaś, nadzieja wróciła, gdyż bransoletka jest kluczem
do powrotu na tamten świat. Dużo rzeczy było jeszcze dla mnie zagadką, jednak cieszę się, że ich spotkałam. Lukas wstał od stołu i podszedł
do okna, opierając się o parapet. Westchnął - Późno już... z tego co wiem, nie masz gdzie spać, a w okolicy kręci się kilka nieciekawych stworzeń, więc jeśli nie chcesz zostać pożarta, możesz zostać u nas. - uśmiechnął się, zwracając się w moją stronę. - D-dziękuję- odparłam nieśmiało. -Kyo, pokaż Charlotte jej pokój- Chłopak odparł ciepłym tonem. - Dobrze!- odpowiedział wesołym tonem chłopczyk, po czym złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Minęliśmy kilka drzwi, po czym zatrzymaliśmy się przed właściwymi. Otworzył je i puścił mnie przodem. Trafiliśmy do dość dużego pokoju z dwoma oknami, znajdowała się tam drewniana komoda, półka z książkami i nieduże łóżko. Ściany były koloru błękitnego. -Czuj się jak u siebie i jeśli będziesz
czegoś potrzebować, mów śmiało- odparł Kyo, znikając za drzwiami. Rozejrzałam się po pokoju. Moją uwagę przykuło oprawione zdjęcie stojące na komodzie . Podniosłam je i przyjrzałam mu się bliżej. W pewnym momencie usłyszałam coś dziwnego. Był to niewyraźny głos... Dobiegający zza drzwi. Zdziwiona podeszłam do nich, otworzyłam je. Ku mojemu zdziwieniu nikogo tam nie było. Światło było zgaszone, najpewniej wszyscy już spali...
Po chwili wyszłam na korytarz, głos się nasilał, lecz ciągle był niewyraźny, nie mogłam go zrozumieć. Coś kazało mi iść przed siebie, z każdym krokiem dźwięk się nasilał. Przeszłam przez ciemny korytarz
i minęłam salon. Zatrzymałam się przed drzwiami wyjściowymi.- Charlotte... - szept dochodził zza drzwi. Nie wiedziałam, co robić, ale może ktoś potrzebował mojej pomocy.
Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś stało się Kyo lub Lukasowi tylko przez to, że stałam jak głupia pod drzwiami, gdy właśnie jakaś Varuga czy nie wiadomo co próbowało pożreć jednego z nich.Szybko otworzyłam drzwi i wybiegłam na zewnątrz. Rozejrzałam się dookoła. Nikogo tam nie zastałam. Odeszłam kilka metrów od domu. Otaczała mnie ciemność, jedyne światło dawał księżyc, który przed chwilą wyłonił się zza chmur. Było bardzo cicho. Ta cisza była przerażająca zwłaszcza, iż wiedziałam, że w każdej chwili coś może ją przerwać. - Charlotteeee.... - usłyszałam ten sam głos co przedtem, tym razem był on bardziej ... zniekształcony? Zamarłam. Strach nie pozwalał mi się ruszyć.- Charlotte...- głos stawał się głośniejszy, bez wątpienia to coś chciało mnie dopaść. Zza drzew wyłoniła się czarna istota. Przypominała człowieka...jednak gdy wyszła z cienia, mogłam się jej lepiej przyjrzeć.
Z twarzy przypominała kobietę z długimi włosami, jednak miała szereg zaostrzonych zębów, a jej wzrok był pusty i pozbawiony emocji. Jej ręce były nienaturalnie długie, a paznokcie przerośnięte i ostre. Tułów przypominał pająka. - Char-lo-tte...- powiedziała, po czym jej usta wykrzywiły się w nienaturalny uśmiech, odsłaniając szereg zaostrzonych zębów. Moje serce gwałtownie przyśpieszyło. Zaczęłam się cofać. Postać zbliżała się do mnie powolnym krokiem, jej odnóża raz po raz uderzały o ziemię, a długie ręce ciągnęły się po ziemi. Nie mogłam uciekać ani wykrztusić z siebie żadnego słowa. Zahaczyłam o coś, upadłam na ziemię. Varuga wpatrywała się we mnie swoimi pustymi oczyma, a jej uśmiech przyprawiał mnie o dreszcze. Chciałam się podnieść, lecz nie mogłam.
Od potwora dzieliło mnie już kilka centymetrów. Czy to... już... koniec? Do oczu napłynęły mi łzy, zamknęłam oczy, czekając na atak. Usłyszałam kroki. Otworzyłam oczy i gwałtownie odwróciłam się w stronę dźwięku. - Charlotte! - usłyszałam zdenerwowany głos Lukasa. Potwór chwilowo odwrócił uwagę od mojej osoby. Zza krzewów wyłoniły się dwie postacie: Lukas i Kyo. Brązowooki wyciągnął pistolet i oddał kilka strzałów w stronę potwora. Skupiając jego uwagę na sobie- Kyo teraz! - Zawołał do chłopaka, a ten natychmiast zareagował. Podbiegł do mnie. -Dasz radę iść?-zapytał zakłopotany. Pokiwałam głową. Chłopiec podał mi rękę i pomógł mi wstać. - Co z...Lukasem?- zapytałam, odwracając się w stronę potwora. Lukas oddawał strzały w stronę Varugi. Starał się przy tym trzymać w bezpiecznej odległości. Szło mu całkiem nieźle. -Da radę, a teraz szybko, dopóki mamy szansę uciec- Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę lasu.
Biegłam ile sił w nogach. Mijaliśmy kolejne drzewa. Zatrzymaliśmy się. Byliśmy wystarczająco daleko, żeby potwór nas nie znalazł. Seria strzałów, którą mogłam słyszeć jeszcze przed chwilą, ustała. Czy to znaczy że... któreś nie żyje? Mam nadzieję, że nic mu nie jest... Szłam powoli u boku Kyo. Nie czułam się najlepiej... Stawiałam krok po kroku, posuwając się
do przodu. - Przepraszam, za to, że tak późno przyszliśmy... - powiedział delikatnym głosem chłopak. - To była moja wina... nie powinnam wtedy wychodzić... - Obraz robił się coraz ciemniejszy - Charlotte?!- usłyszałam Kyo. Chwilę później zemdlałam.
Otworzyłam oczy. Po chwili obraz mi się wyostrzył. Zobaczyłam biały sufit. Nie wiedziałam, co się dzieje. - Charlotte!- usłyszałam radosny głos niebieskookiego, podniosłam się, siadając na łóżku. Byłam w tamtym pokoju, w którym ostatnio spałam. Chłopiec rzucił mi się na szyję, mocno mnie przytulając. Lekko się zdziwiłam, lecz po chwili na mojej twarzy zagościł uśmiech. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że już się obudziłaś!- Powiedział wesoło -Ej czekaj... Muszę przekazać to Lukasowi, na pewno się ucieszy!- momentalnie wybiegł z pokoju, potykając się przy tym o własne nogi. Zaśmiałam się pod nosem. - Cieszę się, że nic mu nie jest...- pomyślałam, patrząc przez okno. Poranne promyki słońca wdzierały się przez nie. Usłyszałam kroki, do pokoju wszedł Lukas a tuż za nim Kyo. Na twarzy brązowookiego zagościł wyraźny uśmiech. Usiadł na krześle tuż przy moim łóżku. - Jak się czujesz? - zapytał w troską w głosie.
- Jest dobrze. A tak w ogóle, ile czasu minęło od tego incydentu z Varugą ?- zapytałam z zaciekawieniem. - Spałaś dwa dni... Musiałaś być naprawdę zmęczona -powiedział spokojnym głosem. Zdziwiłam się.-Dwa dni...-zamyśliłam się.- A tak w ogóle to mamy dla ciebie niespodziankę! - ogłosił entuzjastyczne Kyo. - A no tak, całkiem zapomniałbym, ubrania są na komodzie. Dołącz do nas, kiedy już będziesz gotowa. Dobrze?- powiedział, wstając z krzesła. Po czym obaj wyszli, zamykając za sobą drzwi. Wstałam z łóżka i chwiejnym krokiem podeszłam do komody. Szybko się przebrałam i przeczesałam włosy. Wyszłam z pokoju. Gdy znalazłam się w salonie, wszyscy już na mnie czekali. Zajęłam miejsce przy stole. - Zrobiliśmy ci coś do jedzenia, na pewno jesteś głodna.-Lukas podał mi talerz pełny kanapek. - Dziękuję - uśmiechnęłam się serdecznie.
- Nie musisz za nic dziękować.-odwzajemnił uśmiech. W ciszy zjadłam swoją porcję. Dawno nic nie jadłam...- A tak w ogóle mam pewną wiadomość- chłopak przerwał ciszę. Zwróciłam wzrok na niego, był wyraźnie podekscytowany. - Charlotte, Kyo wracamy do domu! - powiedział, szeroko się uśmiechając. Zdziwiłam się - Jak to? - zapytałam zaciekawiona. - Jutro wyrwiemy się z tego miejsca, a resztę zostaw mnie, wspaniałemu Lukasowi! -powiedział, wstając od stołu. -Nadal nie rozumiem. - powiedziałam zrezygnowana, przyglądając się mu. - Powiedzmy, że znalazłem przejście- przybrał tajemniczy wyraz twarzy
i oznajmił, stając obok mnie. Wyciągnął rękę w moją stronę. - Może zechciałaby się pani wybrać ze mną na krótki spacer? - uśmiechnął się do mnie. Złapałam chłopaka za rękę i wstałam od stołu, odwzajemniając uśmiech. - Kyo, zaopiekuj się domem pod naszą nieobecność, dobrze? - zwrócił się do chłopaka.
-Jasne, uważajcie na siebie- Uśmiechnął się i zniknął za drzwiami jednego
z pokoi. - Trzymaj się mnie - pociągnął mnie za sobą. Wyszliśmy z domu
i ruszyliśmy do gęstego lasu. Szliśmy tak kilka minut, mijając kolejne drzewa. Szłam tuż za Lukasem. - Gdzie my tak w ogóle idziemy?- zapytałam, przyglądając się otoczeniu. - Zobaczysz, już niedaleko.- oznajmił wesoło. Zatrzymał się. - Czekaj... - podszedł do mnie, wyjął z kieszeni chustkę. Lekko się zdziwiłam. Zawiązał mi ją tak, żebym nic nie widziała. - Ale... -zaczęłam niepewnie. - Nie bój się, to niespodzianka... -Złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić. Szliśmy tak chwilę w milczeniu, kompletnie nie wiedziałam, gdzie jesteśmy. Aż w końcu się zatrzymaliśmy. Powoli rozwiązał mi chustkę. Otworzyłam oczy. Widok zaparł mi dech w piersiach.
Lekkie promyki zachodzącego słońca oświetlały nam twarze, a ciepły wiatr bawił się naszymi włosami.
Staliśmy na brzegu skały. Dookoła można było zobaczyć całą okolicę, cały las i potężne góry, które otaczały dolinę. Za nami znajdowała się wielka łąka, którą pokrywały miliony kwiatów. - I jak? -zapytał, przyglądając się mi. - Jest pięknie, dziękuję! - Wpatrywałam się w znikające słońce za horyzontem.- Mówiłem, nie musisz mi za nic dziękować - zaśmiał się. Usiedliśmy na brzegu skały.Siedzieliśmy w ciszy, wsłuchując się
w szum wiatru i ciesząc się chwilą. - Mam pytanie - powiedziałam, zawracając w stronę chłopaka.- Tak?- popatrzył na mnie. - Chodzi o zdjęcie rodzinne na komodzie w jednym z pokoi. Wiesz coś o nim? - zapytałam zaciekawiona. Chłopak posmutniał. - Jeśli o to chodzi... to jedyne, co udało mi się zabrać ze sobą z domu po tym jak moja młodsza siostra...zaginęła, a ja znalazłem się tutaj...- odparł z grobowym wyrazem twarzy i
ze spuszczoną głową.
- Przepraszam...nie chciałam...- powiedziałam, przyglądając się chłopakowi ze smutkiem. - Nic nie szkodzi - uśmiechnął się lekko. Zwrócił się w moją stronę. Zdjął ze swojej szji naszyjnik z turkusowym kryształem. - Poczekaj, odwróć się na chwilę. - oznajmił ciepłym głosem. Wykonałam polecenie. Chłopak delikatnie zapiął mi naszyjnik ze szlachetnym kamieniem.- To prezent - powiedział - Dz-dziękuję...nie trzeba było - na mojej twarzy pojawił się rumieniec. Lukas popatrzył na mnie i się uśmiechnął. - Wracajmy, dobrze? Nie chciałbym mieć powtórki z wczoraj - oznajmił, wskazując na wschodzący księżyc.- Zgoda- powiedziałam
i podążyłam za chłopakiem. Droga minęła nam szybko. Na szczęście dziś było dość bezpiecznie. Przez cały czas rozmawialiśmy i się śmialiśmy. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do domu. Gdy weszliśmy do środka,
w samym progu czekał już na nas Kyo.
- Martwiłem się, długo was nie było -oznajmił chłopiec, opierając się plecami o ścianę. - Tak jakoś wyszło. Trochę straciłem rachubę czasu. - zaśmiał się blondyn. Kilka minut później wspólnie zrobiliśmy kolację. Usiedliśmy do stołu w salonie i zjedliśmy w ciszy. Po kolacji wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. - Dobranoc wszystkim! - zawołał Lukas.-Dobranoc - odpowiedział Kyo. - Miłych snów - odpowiedziałam, znikając
za drzwiami. Położyłam się w łóżku, delikatne światło księżyca wpadało przez jedno z okien do pokoju. Okryłam się kołdrą. - Mam nadzieję, że Lukas wie, co robi i uda nam się wrócić... Tęsknię za tamtym światem... za przyjaciółmi... rodziną ,z drugiej strony boję się, że stracę Lukasa i Kyo. Po chwili zasnęłam.
Otworzyłam oczy. Obudziły mnie promyki słońca i śpiew ptaków dobiegający zza uchylonego okna. Rozejrzałam się dookoła.
Uśmiechnęłam się do siebie. Wyszłam z łóżka, przebrałam się i wyszłam na korytarz. Po chwili znalazłam się w salonie. Drewniany stół był zastawiony jedzeniem. - Siadaj, dzisiaj mamy wielki dzień. Musimy to jakoś uczcić.- usłyszałam głos Lukasa dobiegający z kuchni. - Usiadłam. Po chwili dołączył do nas Kyo. Wzięłam talerz z sałatką i zabrałam się
za posiłek, reszta zrobiła to samo. Całe śniadanie przegadaliśmy.Gdy skończyliśmy, zabraliśmy się za pakowanie.Wróciłam do mojego pokoju. Zabrałam ze sobą swój plecak i kilka innych rzeczy. Wstałam
i podeszłam do okna. Otworzyłam je.Stałam tak przez chwilę, ciesząc się chwilą. Z zamyśleń wybudził mnie Kyo, który wszedł właśnie do pokoju. - Hej, nie przeszkadzam? - zapytał, zatrzymując się w progu. - Ależ skąd, ani trochę - zaprzeczyłam, opierając się o parapet. Chłopiec usiadł naprzeciwko mnie, na łóżku.- Charlotte, jak tam jest? Na tamtym świecie? - zapytał, niepewnie wpatrując się we mnie.
. Uśmiechnęłam się - Jestem pewna, że ci się spodoba -odpowiedziałam. Nastrój chłopca natychmiast się poprawił. - Chyba musimy już się zbierać. Lukas na pewno już na nas czeka- powiedział, podnosząc się z łóżka i wychodząc z pokoju. Po chwili dołączyłam do chłopaków. - Wszyscy gotowi ? - zapytał wesoło Lukas. Po chwili wszyscy znaleźli się na zewnątrz. - Trzymajcie się mnie i nie zbaczajcie ze szlaku. Powinniśmy dotrzeć tam przed wieczorem. - odparł blondyn. Po chwili wyruszyliśmy. Podróż mijała nam wesoło. Całą drogę rozmawialiśmy. Większość czasu szliśmy gęstym lasem i łąkami. Gdy w końcu doszliśmy, ujrzałam kamienny łuk stojący na środku łąki na dość wysokim pagórku, porośnięty był pnączem i wyglądał na dość stary. Wokół niego rosło dużo pięknych kwiatów. Było tak, jak Lukas mówił. Wróciliśmy idealnie na kilka minut przed zachodem słońca. - Potrafisz to uruchomić? - zapytałam, stając przy boku blondyna.
- Myślę, że dam radę... Ale na wszelki wypadek odsuńcie się. - odparł, podchodząc bliżej kręgu. Kyo stanął obok mnie. Lukas wyciągnął bransoletkę i przyłożył ją w przeznaczonym dla niej miejscu. Nagle portal stanął w ogniu. Lukas gwałtownie się odsunął, unikając płomieni. Po chwili ogień ustał, a zamiast niego pojawiła się czerwona ściana światła znajdująca się w środku łuku. -Ta da! - Lukas obrócił się w naszą stronę wyraźne szczęśliwy. Uśmiechnęłam się. Kyo był też wyraźnie zadowolony. - Szybko chodźcie. Nie wiadomo, jak dugo portal będzie jeszcze otwarty. - pośpieszył nas Lukas. Stanęliście naprzeciwko portalu. - Jesteście najlepszym, co mnie w życiu spotkało - odparłam, patrząc na Lukasa i Kyo, którzy się uśmiechnęli. - To na trzy!- zawołał blondyn. Lukas złapał nas mocno za ręce. - 3... 2... 1... - Weszliśmy na raz do portalu.
Zmrużyłam oczy, światło białej lampy zawieszonej tuż nad łóżkiem oślepiło mnie. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Cały pokój wypełniała biel. Było tu tylko łóżko, kilka szafek i jakiś sprzęt. - Zaraz... czy ja jestem w szpitalu? Gdzie są Lukas i Kyo, co się z nimi stało ?! -Po głowie krążyło mi tysiące pytań. Poczułam silny ból głowy -Musiałam się nieźle potłuc.- Spuściłam nogi z łóżka i stanęłam na zimnej podłodze. W powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach charakterystyczny dla tego miejsca. Chwiejnym krokiem podeszłam do okna. Zobaczyłam znajome budynki. To było miasto, w którym mieszkałam. -To znaczy, że to wszystko był sen... ? Nie mogę w to uwierzyć- pomyślałam zaniepokojona. W pewnej chwili do pokoju weszła jakaś kobieta... była to moja mama. - Jak się czujesz?- dopytywała - Bardzo mnie wystraszyłaś, gdy zemdlałaś w drodze do szkoły, na szczęście cię znaleźliśmy i przywieźliśmy aż tutaj...-
- odparła lekko roztargniona - Jest dobrze, nie musisz się o nic martwić. - rzekłam ze spokojem w głosie, patrząc przez okno na panoramę miasta. Wieczorem, jeszcze tego samego dnia dostałam wypis ze szpitala, a już tydzień późnej mogłam wrócić do szkoły. Wszystko wróciło do normy, jednak wciąż nie mogłam zapomnieć o Lukasie i Kyo. Trzeciego dnia po powrocie ze szpitala spacerowałam po parku w mieście. Właśnie odbywał się festyn, zawsze chciałam się na niego wybrać. Przechadzałam się pomiędzy barwnymi straganami, oglądając różne wystawy. Nagle poczułam coś dziwnego...Zatrzymałam się w tłumie ludzi. W pewnej chwili wyminął mnie chłopak. Nie byłam do końca pewna, ale przypominał mi trochę Lukasa, Trochę to mało powiedziane - był prawie identyczny.
Postanowiłam za nim pójść i dowiedzieć się czegoś więcej. Nie czekałam ani chwili. Z ukrycia obserwowałam chłopaka, który po prostu szedł przed siebie. Podążałam za nim aż do momentu, gdy zatrzymał się
i usiadł na ławce. Bałam się, jednak muszę zaryzykować, bo nigdy się nie dowiem, jeśli nie zapytam... Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do ławki, na której siedział blondyn. - Um... Hej... Nazywasz się może Lukas? - spytałam nieśmiało. Chłopak spojrzał na mnie zaciekawiony. - Nie, przykro mi, nie znam żadnego Lukasa - odparł brązowooki. - Przepraszam, musiałam cię chyba z kimś pomylić...- powiedziałam zawiedziona, odchodząc powoli. Nagle usłyszałam za swoimi plecami -Jutro wyrwiemy się z tego miejsca, a resztę zostaw mnie, wspaniałemu Lukasowi! - powiedział blondyn, lekko się śmiejąc i wstając z ławki.
Odwróciłam się powoli zdziwiona. -Szkoda, że nie widzisz swojej miny, myślałem, że nigdy się nie domyślisz...- odparł wesoło. -Charlotte ?! -usłyszałam znajomy głos.Chłopiec wybiegł zza rogu, nie wierząc, co widzi. Podbiegłam do nich. I przytuliłam ich z całej siły. - Tęskiłam...- powiedziałam przez łzy.
I w ten niecodzienny sposób zdobyłam dwójkę przyjaciół, z którymi byłam już do końca życia.


Dziękujemy za przeczytanie !

- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
-
BUY THIS BOOK
(from $6.39+) -
BUY THIS BOOK
(from $6.39+) - DOWNLOAD
- LIKE
- COMMENT ()
- SHARE
- Report
-
BUY
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!