SP Kluczkowice

Blask wspomnień

Nocne niebo przyćmiły ciemne i gęste chmury. Wzburzone morze szalało, nie oszczędzając statków i łodzi, unoszących się na jego powierzchni, a fale z hukiem obijały się o klify skalistej wyspy. Deszcz dudnił o twardy ląd, rozpryskując się przy każdym uderzeniu na wszystkie strony świata. Widok ten był piękny, choć niebezpieczny. Przez mrok przebijała się jednak smuga światła, która rozjaśniała okolicę. Noc w noc, o tej samej porze, bez względu na porę roku czy też pogodę – latarnia zawsze dawała blask wskazujący drogę.
Przez okno morskiej wieży wyglądał starzec. Przyodziany w błękitny mundur, stał naprzeciw temu całemu zgiełkowi. Wzrok miał wpatrzony w dal, jakby myślami był tysiące mil stąd. Wsłuchiwał się w podmuchy wiatru, odgłosy ulewy, szum fal. Każdy na pozór nieistotny dźwięk, stawał się czymś w rodzaju tajemnego wyznania, pieśnią, którą interpretuje się tak, jak pragnie tego serce. U Skawińskiego była to ballada melancholii. Wszystkie odgłosy współgrały ze sobą, tworząc jedną, cudowną melodię. Melodię, którą słyszał 40 lat temu, gdy jeszcze w oczach płonął mu blask młodości i chęci do życia.

Wspomnienia momentalnie uderzyły mu do głowy. Wszędzie byli dostojni ludzie - damy ubrane w najlepsze suknie oraz panowie w swych najbardziej eleganckich frakach. On sam miał na sobie granatowy garnitur, który podkreślał kolor jego tęczówek. Wszystko zdawało mu się takie realne, niemal czuł zapach kunsztownej uczty. Wirował w walcu z najpiękniejszą kobietą na ziemi. Miała czarne jak heban włosy, szafirowe spojrzenie i porcelanową cerę. Niebieska suknia podkreślała jej kobiece wdzięki oraz barwę oczu. Na palcu zaś nosiła zaręczynowy pierścień oraz sygnet rodu Oatley'ów.
- Może pójdziemy się czegoś napić? - lekko zmęczona tańcem złapała go pod rękę. - Pasowałoby wypić toast za nasze narzeczeństwo.
- Wedle życzenia, najdroższa.
Skierowali się w stronę baru, przy którym stało z tuzin gości. Rossete usiadła na kanapie, a on poszedł po dwie lampki wina. Czekając, aż barman poda mu zamówienie, zobaczył zbliżającą się w jego stronę znajomą mu postać.
- Monsieur Skawiński, jakże dobrze Cię widzieć – Catherine uśmiechnęła się zalotnie. - Chciałam pogratulować zaręczyn.
- Dziękuję, to niezmiernie miło z twojej strony.
- Widzę, że czekasz na wino. Pozwól, że dotrzymam Ci towarzystwa – powiedziawszy to, zaczęła luźną pogawędkę
Catherine, siostra Ross, zawsze była uważana za tę „lepszą partię”. Blond włosy, lazurowe oczy, wyrafinowany gust, wysokie wykształcenie. Sam latarnik niegdyś tak uważał, dlatego też był jednym z jej głównych adoratorów, co podobało się młodej damie. Jednak gdy poznał ją bliżej, już nie była taka zniewalająca – okropny charakter przekreślił wszystkie atuty. Dopiero wtedy zaczął doceniać

obecność oraz atrakcyjność swojej obecnej narzeczonej, która od początku czekała, aż zwróci na nią uwagę.
- A więc jak, idziesz zanieść napój swej oblubienicy? - mówiąc to sięgnęła po wino, które nie wiadomo kiedy pojawiło się przed nimi.
- Oh, tak, dziękuję – wstał, wziął lampki i odszedł w stronę ukochanej. Nie był w stanie zauważyć złowieszczego uśmieszku, który zagościł na twarzy jego rozmówczyni.
- I żebyście żyli długo i szczęśliwie, dopóki śmierć was nie rozłączy – a ta nadejdzie szybciej, niż się

spodziewacie.
Podszedł do narzeczonej i podał jej trunek. Wznieśli toast razem z innymi, którzy obdarowywali ich życzeniami i oklaskami. Skawiński rozmawiał ze swoim przyszłym teściem, kiedy usłyszał dźwięk rozbijającego się szkła. Odwrócił się, a z jego twarzy momentalnie odpłynęły wszystkie kolory. Rosseta upadła na podłogę, a z nią cały jego świat. Krzyk. Pisk. Zamieszanie. Najsilniejsi z obecnych przenieśli ją na sofę, tam zajął się nią domowy lekarz. Tętno spowolniło, oddechy stawały się coraz cięższe. Próbowano ją ratować, jednakże bezskutecznie –
trucizna zniszczyła ją od środka.
Znowu znajdował się w swojej latarni, a łzy spływały mu po policzkach. Tak bardzo starał się nie wracać do tego, co minęło. Tak bardzo starał się zapomnieć. Dlatego też poszedł do wojska – był przekonany, że służba pozwoli mu uwolnić się od przeszłości. Przez lata nie pamiętał, był bezpieczny w swoim wewnętrznym zamknięciu, nie dopuszczając do siebie dawnych chwil. Straconych, wspaniałych chwil. Ale z biegiem czasu coś w nim pękło. Coraz częściej łapał się na tym, że wędruje po szczęśliwych epizodach swojego żywota, wspominając dawną
miłość. Próbuje je schwytać, lecz one niczym szkło, roztrzaskują się na miliony kawałeczków. Załamany padł na krzesło. Łkał żałośnie, zasłaniając oblicze rękoma. Niewypowiedziane słowa wypływały z niego w postaci słonych kropli. W pewnym momencie wstał, otarł powieki i skierował się ku stolikowi. Zapalił świecę i wyjął na blat stos papierów. Dyplomy, listy, amatorskie wiersze. Ostatecznie położył przed sobą schludnie zapakowaną paczkę. Rozdarł zawiniątko. Nigdy nie sądził, że kiedykolwiek ponownie je otworzy. A był to skórzany notes, z wygrawerowanym napisem Tibi magno cum amore. Dla Ciebie z wielką miłością.

Ostrożnie przełożył okładkę. Podniósł gęsie pióro, zamoczył je w atramencie i zaczął pisać to, co dyktowało mu serce.
- Ma chérie, tak bardzo za Tobą tęsknię...

- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE(1)
-
COMMENT()
-
SHARE
-
BUY THIS BOOK
(from $2.99+) -
BUY THIS BOOK
(from $2.99+) - DOWNLOAD
- LIKE (1)
- COMMENT ()
- SHARE
- Report
-
BUY
-
LIKE(1)
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!