

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za siedmioma rzekami…
Tak zwykle zaczyna się bajka, ale historia, którą chcemy wam opowiedzieć wcale nie wydarzyła się dawno ani daleko.
Wydarzyła się pewnej mroźnej zimy, w małym miasteczku, trochę podobnym do waszej miejscowości.
W starym domu na skraju miasta mieszkało dwoje dzieci. Dziewczynka miała na imię Kornelia, a chłopiec Karol, ale wszyscy znajomi nazywali go pieszczotliwie Duduś. Kornelia i Duduś byli rodzeństwem. Kochali się ogromnie i każdą wolną chwilę spędzali razem. Razem chodzili na spacery, razem pielili grządki w przydomowym ogródku, razem lepili bałwana, kiedy spadł śnieg.
Opiekowała się nimi babcia. Starsza pani nie miała łatwego życia. Opieka nad dwójką rozbrykanych dzieci to naprawdę trudne zadanie. Zwłaszcza wtedy, kiedy dzieci mają głowy pełne pomysłów i całe mnóstwo energii jak Kornelia i Duduś.
Babcia troszczyła się o swoje wnuki najlepiej, jak umiała, gotowała smaczne obiadki, łatała dziury w spodniach, czytała książki na dobranoc i często upominała dzieci, aby nigdy, pod żadnym pozorem nie oddalały się same od domu, bo bardzo się bała, żeby nie spotkało ich coś złego.
Kornelia i Duduś zwykle słuchali babci, ale pewnej nocy, kiedy babcia zasnęła, postanowili wymknąć się z domu do pobliskiego miasteczka, żeby obejrzeć z bliska świąteczne dekoracje. Święta były tuż, tuż i całe miasteczko połyskiwało w świetle kolorowych lampek.

Szli raźnym krokiem, trzymając się za ręce, aby dodać sobie odwagi, bo dookoła było cicho i pusto.
Nagle, jakby spod ziemi wyrósł przed nimi królik. Nie był to taki zwyczajny królik. Był wielkości sporego psa, miał śnieżnobiałe futerko i wielkie błękitne oczy.
Kornelia i Duduś przestraszyli się i zaczęli uciekać. Nagle okazało się, że zabłądzili. Nie umieli wrócić do domu i pomyśleli, że babcia miała rację, że nie wolno się samemu oddalać od domu. Wtedy znowu pojawił się królik i powiedział, że zabierze ich do domu, jeśli dadzą mu złotą marchewkę.

Zabiorę was do domu,
jeśli dacie mi złotą marchewkę !!!
Dzieci pobiegły na pole marchewek i zaczęły szukać. W końcu znalazły złotą marchewkę, ale nie mogły jej wyrwać, gdyż pilnował jej wielki robak. Robak był wielkości słonia, a skorupę miał jak auto. Był cały zielony, miał ostre pazury i czerwone oczy. Robak powiedział strasznym głosem: „Nie zabierzecie mi tej marchewki, bo to moja marchewka!”

Nie zabierzecie mi tej marchewki,
bo to moja marchewka !
Rodzeństwo uciekło. Jednak się nie poddali, bardzo chcieli wrócić do swojej babci. Następnej nocy zakradli się, kiedy Robak spał i starali się wyrwać marchewkę, nie budząc robaka. Nie było to łatwe zadanie… ziemia była twarda, a Robak nie spał zbyt twardo. Aż w końcu obudził się, spojrzał na dzieci swoimi czerwonymi oczyma i tak je przestraszył, że ponownie uciekli.

Kornelia i Duduś schowali się w starej szopie i zastanawiali się co teraz zrobić, jak zdobyć złotą marchewkę. W końcu wymyślili, że pomalują zwykłą marchewkę na złoty kolor, wezmą łopatę z szopy i może uda im się podmienić marchewki na polu.
Tak też zrobili. Poszli na pole i wyrwali marchew, której nać była bardzo podobna do złotej marchewki. Wrócili do szopy, oczyścili marchewkę i pomalowali ją na złoto farbą, którą znaleźli obok łopaty. Nagle usłyszeli dziwne odgłosy. Podeszła do nich mała myszka. Z bliska okazało się, że myszka nie jest taka zwyczajna, miała srebrne futerko i niebieski ogonek. W dodatku przemówiła do nich ludzkim głosem:
- Kornelio, Dudusiu, jesteście bardzo dzielni. Mam sposób na tego wielkiego robaka. Musicie zaśpiewać mu kołysankę, a on się nie obudzi – powiedziała mała myszka.
- Bardzo ci dziękujemy za wskazówkę! – krzyknęły ucieszone dzieci i poszły na pole.
Kiedy zbliżali się do Robaka, Kornelia zaczęła śpiewać mu kołysankę. Robak mocno spał. Dudusiowi udało się podmienić marchewki i zaczęli szybko uciekać z pola.

Biegli i nagle zobaczyli, że robal jednak się obudził. Bardzo zezłościł się, ponieważ zauważył podmianę. Dogonił dzieci i je połknął. Na szczęście Duduś miał w kieszeni trochę pieprzu i nasypał ten pieprz robalowi do gardła. Wtedy robal kichnął i wypluł dzieci oraz złotą marchewkę. Ponieważ bardzo piekło go gardło, poszedł nad rzekę napić się wody i wpadł do niej. Silny prąd rzeki go porwał i robal odpłynął.
Kornelia i Duduś bardzo się ucieszyli i zaczęli szukać białego królika. Nagle królik sam pojawił się przed nimi i poprosił o marchewkę. Niestety okazało się, że marchewka im wypadła, gdy przechodzili przez las. Zawrócili więc, żeby ją odnaleźć. Znaleźli ją w lesie, lecz pilnował jej pająk krzyżak wielkości auta. Pająk był włochaty, miał czerwone oczy, długie nogi i mieszkał w leśnej jaskini.

- Co my teraz zrobimy? - zapytał Kornelię Duduś - Nie mamy marchewki, pilnuje jej włochaty, straszny pająk a Królik o nią prosi… Bez niej nie zaprowadzi nas do domu!
- Co powie babcia? Pewnie się zamartwia -
- Musimy znaleźć sposób aby wywołać pająka z jaskini i odebrać marchewkę dla białego królika! Inaczej nigdy nie wrócimy do domu - szlochając powiedział Duduś.
- Mhmmm… zastanówmy się - rozmyślała Kornelia. Może będziemy śpiewać piosenki, pająk się zainteresuje i wyjdzie z jaskini, a wtedy jedno z nas wskoczy do niej po marchewkę? A może zaczniemy wrzucać szyszki do jaskini i tak wywołamy z niej włochatego pająka i wtedy po cichutku się zakradniemy? Duduś, jaki Ty masz pomysł? -zapytała Kornelia.
- Ja… ja…. ja będę walczył z pająkiem! Muszę się przygotować! - krzyknął Duduś i zaczął zbierać szybko rosnącą opodal dziką miętę.
- Po co ci to?-zapytała Kornelia. Nie uważałaś w szkole i nie wiesz, że pająki nie lubią mięty? - powiedział Duduś - Szybko, pomóż mi!


- Full access to our public library
- Save favorite books
- Interact with authors

- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
-
SAVE
-
BUY THIS BOOK
(from $4.39+) -
BUY THIS BOOK
(from $4.39+) - DOWNLOAD
- LIKE
- COMMENT ()
- SHARE
- SAVE
- Report
-
BUY
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!