
- Ok, ok, zastanowię się. Dajcie mi trochę czasu.
Po namyśle nauczycielka pyta uczniów:
- Może wybierzmy się na Marsa?
- Na Marsa? - dziwią się uczniowie.
- Noo... na Marsa. Dlaczego nie? Tam jeszcze nie byliśmy - odpowiada nauczycielka.
Pomysł na książeczkę zrodził się w związku z udziałem klasy 7 b w programie edukacyjnym „Być jak Ignacy” realizowanym przez Fundację PGNiG im. Ignacego Łukaszewicza.
Pcim, kwiecień 2022

Ciekawość poznawania świata i przeżycia przygody była na tyle silna, że nic nie było nas w stanie zniechęcić do tej podróży. Hmm...ale czy to była właściwa decyzja?
Wówczas o negatywnych stronach przedsięwzięcia wcale nie myśleliśmy.
Pierwsze przygotowania do wyjazdu i pierwsze problemy. Mianowicie dostępna kapsuła, którą możemy lecieć zabiera na pokład jedną osobę plus niewielki ekwipunek. No...chociaż wylot jest codziennie jeden. I tak , rozważywszy za i przeciw, nasza 13 -tka zdecydowała się na wyjazd. Wyznaczyliśmy kolejność lotu poszczególnych osób.
Problem number two: osoby, które dotrą na Marsa, nie mają kontaktu
z pozostałymi na Ziemi. A zatem...




Lecę jako pierwszy. Wielka ekscytacja, ale i dreszczyk :) Podróż minęła błyskawicznie. Wylądowałem i ...zwymiotowałem.
O Boże...Czy było warto?
Gdy tak się zastanawiałem, nagle zawartość mojego żołądka, wydalona przed chwilą zaczęła srebrzyście błyszczeć.
Z niedowierzaniem patrzyłem na tę przemianę. To, co powstało
w wyniku metamorfozy to LUTET - jeden z najrzadszych i najdroższych metali na Ziemi, którego izotopy wykorzystywane są do leczenia nowotworów neuroendokrynnych.

Jakub B.
Dzisiaj kolej na mnie. Nie mogę się doczekać aż dotrę na Marsa. Podróż minęła dobrze dopóki śmieć kosmiczny nie uderzył w kapsułę, którą leciałem. Może to zagubiona koło statku Gemini 10 kamera Michaela Collinsa? Hmm... jednak to coś znacznie mniejszego bo nie zdołało uszkodzić mojego pojazdu. Uf.
Po wylądowaniu wydostałem się z kapsuły. Rozprostowałem kości. Nagle moją uwagę przykuło światełko widoczne w oddali. Moja ciekawość była tak silna, że postanowiłem tam podejść.
- Lampa naftowa - stałem dłuższą chwilę i patrzyłem z niedowierzaniem - wygląda dokładnie tak, jak lampa Ignacego Łukaszewicza.

- Czyżby Ignacy tutaj był przed nami? - zacząłem się zastanawiać, gdy nagle za moimi plecami staną Kuba.
- Widzisz to? - zapytałem kolegę.
- Właśnie to światło mnie tutaj "zwabiło" - odpowiedział.
- Myślisz, że Ignacy jest tutaj? - zapytałem niepewnie.
- Nie wiem. Rozejrzyjmy się trochę.
Szliśmy kilkanaście minut, gdy w oddali dostrzegliśmy zarys jakiejś postaci. Podeszliśmy nieśmiało.
- Dzień dobry - odezwaliśmy się nieśmiało.
- Witam, witam - odpowiedział.
- Czy Pan to Pan... Ignacy? - patrzyłem, zastanawiając się czy nie śnię?
Michał G.

Z oddali zaczął do nas docierać odgłos lądowania statku kosmicznego. Dzisiaj miał dołączyć do nas Filip, więc zaczęliśmy nadawać alfabetem Morse'a wiadomość (wykorzystaliśmy oczywiście lampę naftową). Po chwili Filip był już z nami.
- Cześć. Jak podróż? - zapytał Kuba.
- Nie była to najlepsza podróż w moim życiu, ale dało się przeżyć. Kiedy wylądowałem, czułem taki gorąc, jakby tutaj było ok. 30 stopni Celcjusza. To chyba z wrażenia, bo wiem, że na Marsie temperatury w najcieplejsze letnie dni dochodzą co prawda do 20 stopni, ale podczas zimowych miesięcy spadają nawet poniżej - 90 stopni. - relacjonował Filip.
- Ho ho ho...ktoś tu jest dobrze przygotowany - wtrącił nieznany Filipowi mężczyzna.

Filip K.
- Aaaa...dzień dobry - wyjąkał Filip
- Ignacy Łukaszewicz - przedstawił się mężczyzna.
Filip przetarł oczy.
- Uszczypnij mnie - powiedział szeptem do stojącego obok Michała.
Spędziliśmy kilka godzin słuchając opowieści Ignacego o jego wynalazkach
i przygodach na Marsie. Dowiedzieliśmy się również jak Ignacy znalazł się
na Marsie. Otóż wynalazł maszynę teleportacyjną, jeszcze kiedy był na Ziemi. Miał on zamiar przemieszczać się nią na Ziemi z prędkością ok. 1200 km/h. Kiedy testował prototyp - znalazł się nie do końca tam, gdzie planował - czyli na Marsie. Tak okazało się, że jego obecność tutaj jest właściwie przypadkowa. No i już wiemy dlaczego zniknął z Ziemi w roku 1882.
Gdy tak sobie gawędziliśmy - dołączył do nas jeszcze Kuba 2. Z niecierpliwością czekaliśmy na dziewczyny. Ale się zdziwią.
Taaaaaka niespodzianka. No... ale przecież kobiety uwielbiają niespodzianki :)
Jakub D.








Rano wstaliśmy bardzo wcześnie i zabraliśmy się do pracy. Chcieliśmy dostosować teren do wymagań naszych koleżanek. Podstawa to kącik - ala łazienka.
- Najlepiej dla każdej osobny - żartował Kuba.
- Myślę, że na początek wystarczy jedna - skwitował Filip.
Zabraliśmy się do pracy. Kuba i Filip - "łazienkę", Michał i Kuba 2 urządzali "kuchnię". Ignacy natomiast robił jakieś zapiski w swoim notesie. Obiecał, że pokarze nam wkrótce Olympus Mons - najwyższą górę w całym Układzie Słonecznym. Ma ona 21 229 metrów ponad średnią powierzchnie planety. Góra ta jest również bardzo duża powierzchniowo. U podstawy ma średnicę 624 km, co oznacza, że zajęłaby prawie cały obszar Polski, która ma rozpiętość 649 km w kierunku północ - południe oraz 689 km w kierunku wschód - zachód.
Ola M.
Kiedy dotarła do nas Ola zaczęliśmy intensywne przygotowania do wyprawy. Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani.
Ola zaczęła zbierać próbki i badać powierzchnię Marsa. Zaskoczyła ją informacja skąd się wziął Lutet, gdy go zobaczyła. Najpierw myślała, że ją "wkręcamy".
- Musimy skonstruować jakiś pojazd - oznajmił niespodziewanie Ignacy.
- Nie ma żadnego problemu - z entuzjazmem odparł Michał - kilka projektów 3D już zrobiliśmy przed wyjazdem. Możemy któryś z nich wykorzystać.
Do późnego popołudnia pracowaliśmy nad tworzeniem naszego pojazdu. Byliśmy bardzo zmęczeni, ale zostaliśmy jeszcze, żeby obejrzeć marsjański zachód słońca. Ola nalegała.
Nazajutrz dotarła Emilka. Podróż na Marsa była jej wielkim marzeniem.
- Nie mogę uwierzyć własnym oczom - krzyknęła na powitanie - Kosmos wygląda czarująco. Lepiej niż sobie wyobrażałam. Już nie mogę się doczekać podróży po marsjańskich kanionach, dolinach, pustyniach. Chcę zobaczyć wulkany i polarne czapy lodowe.
- Zaraz, zaraz - przerwał jej Filip - to ty chcesz tutaj spędzić najbliższy rok?
- Ech...chętnie, nawet rok - odpowiedziała z takim entuzjazmem, że Filip poczuł jej emocje na sobie. Aż drgnął.
- Takie rzeczy tylko na Marsie - skomentował całą sytuację Kuba 2 i mrugnął porozumiewawczo do chłopaków.
Tego dnia pracowaliśmy jeszcze nad konstrukcją naszego pojazdu.
Emilia. P
Dbaliśmy o szczegóły. zależało nam, by wszystko było precyzyjnie
i dokładnie wykonane.
Wieczorem nasza konstrukcja była prawie gotowa więc mogliśmy się nieco rozluźnić. Były śpiewy, gry, wyścigi. Zabawa trwała do późnej nocy.
Gdyby nasi rodzice wiedzieli...
Noc była zimna. Założyliśmy na siebie wszystkie swoje najcieplejsze rzeczy. Długo nie mogliśmy zasnąć więc Ignacy zaczął opowiadać o gwiazdach. Tej nocy niebo było wyjątkowo gwieździste.
- Miano największej obecnie znanej nam gwiazdy należy do Stephenson 2-18, czerwonego nadolbrzyma, który jest ponad 2150 razy większy od Słońca - opowiadał Ignacy.
Nazajutrz dotarła Kamila. Była nieco rozczarowana.
- Pełno pyłu, głębokich dziur i gór - stwierdziła - brrr, ale zimno. Tu musi być jakieś -65 stopni Celsjusza. Właściwie wcale mnie to nie dziwi. W końcu to MARS.
- No już nie przesadzaj. Dzisiaj jest tylko -21 stopni Celcjusza. - pocieszyła ja z przekąsem Emilka.
- Zaraz się rozgrzejesz jak weźmiemy się do roboty - dodała Ola.
- Ooo...co to, to nie. Najpierw rozejrzę się po okolicy. - sprzeciwiła się Kamila.
Kamila zabrała mały plecaczek, z którym się nigdy nie rozstaje i pobiegła przed siebie.
- Zaraz, zaraz. Nigdzie sama nie pójdziesz. Idę z tobą - pobiegła za nią Emilka.
Kamila R.
Dziewczyny oddaliły się bardzo szybko. My robiliśmy ostatnie szlify naszego pojazdu.
- No Panowie - testujemy - z radością oznajmił Filip.
Nasz pojazd uniósł się delikatnie nad Ziemię...Ups...Nad powierzchnię Marsa. Niósł się tak delikatnie, niczym chmurka przy lekkim podmuchu wietrzyku. Aż miło było patrzeć.
Testowaliśmy naszą maszynę jeszcze długo, aż zapadł zmrok.
Dziewczyny nie wróciły na kolację, co nas zaczęło niepokoić.
Filip z Michałem postanowili jeszcze polatać nieco po okolicy w nadziei, że się gdzieś natkną na dziewczyny. Niestety na próżno.
Robiło się coraz ciemniej więc poszukiwania musieliśmy wstrzymać.
Nazajutrz dotarł Maciek.
-Siema! - powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Witaj - odpowiedzieliśmy wszyscy niemal jednocześnie - jak ci minęła podróż?
-Nie było najgorzej. Trochę ciasno, ale dało się przeżyć. A kto to? - powiedział wskazując na Ignacego
-To Ignacy Łukasiewicz we własnej osobie - poinformował Kuba.
-Naprawdę? Nie wierzę. Ale czad - odparł Maciek z podziwem.
Maciek zauważył nasz pojazd kosmiczny.
- Wow - powiedział z uznaniem - to nasza konstrukcja?
- W rzeczy samej - odparł z dumą Filip.
Maciej M.
- A gdzie reszta? - Maciek zorientował się, że powinno nas być więcej.
- No...no właśnie jest mały problem - cicho odpowiedział Kuba 2 - wczoraj Kamila z Emilką poszły, a właściwie pobiegły zwiedzać okolicę i nie wróciły do tej pory. Wczoraj szukaliśmy ich, ale na próżno. Nie ma śladu po dziewczynach.
- Może znalazły sobie jakieś nowe towarzystwo i nas nie potrzebują - roześmiał się Kuba.
- Przestań, to nie jest śmieszne - wybuchła zdenerwowana Ola - na pewno się coś stało. Musimy je jak najszybciej odnaleźć.
W tym momencie dotarła Magda. Z daleka widać było, że jest mocno podekscytowana. Zaczęła biec i skakać jednocześnie. Wtem potknęła się o wystającą skałę i upadła.
- Auć - syknęła.
Maciek podszedł szybko, by pomóc jej się podnieść.
-Nic ci nie jest? - spytał zatroskany.
-Wszystko dobrze, ale coś sobie zrobiłam w palca u ręki - odpowiedziała Magda.
- Pokaż - Maciek spojrzał na wyciągniętą dłoń Magdy, coś sprawdził.
- Jest wybity palec wskazujący. Trzeba usztywnić - oznajmił z powagą.

Magdalena S..
-Magda, dziewczyny zginęły. - krzyknął zniecierpliwiony Michał.
Magda stanęła jak wryta.
-Jak to? Jak to zginęły?
- No Kamila z Emilką. - sprecyzował Michał - wyszły "porozglądać się po okolicy" i dotąd nie wróciły. Zawsze mówiłem,
że ta ciekawość i włażenie w każdą dziurę się kiedyś źle skończą.
- Nie kracz! - przerwała mu Magda - na pewno się wkrótce znajdą.
- Póki co, musimy skończyć organizować naszą bazę. jest jeszcze tyle roboty - przerwał im Kuba.
-Przecież widzisz, że właśnie wybiłam palec.
-To go opatrzymy i musisz nam pomóc. Sami nie damy rady.
Wreszcie jest i Artur. Wyszedł z kapsuły i stanął w bezruchu.
-Ale tu brzydko. - powiedział.
-No a czego się spodziewałeś? Puszczy Białowieskiej? - odpowiedział Kuba.
-Ha ha ha bardzo śmieszne. Co robicie?
-Organizujemy bazę. Chodź! Oprowadzę cię - Maciek pociągnął za sobą Artura.
-A to co? - Artur zatrzymał się przed naszym pojazdem kosmicznym i zaczął się mu uważnie przyglądać.
-To nasze cacko. - odpowiedział z dumą Maciek.
-Zrobiliście to beze mnie? - rzekł rozgoryczony Artur - Przecież wiesz, że ja się znam na takich konstrukcjach, jak nikt inny.
Artur S.
-No dobra dobra. będziesz miał okazję ulepszyć prototyp- zaśmiał się Filip, który właśnie dołączył do kolegów.
Artur jeszcze długo przeglądał pojazd. Coś przekręcał, kombinował i tak zapadł zmierzch.
Podczas kolacji rozmyślaliśmy o dziewczynach, które wciąż nie wróciły. Zapadła wspólna decyzja, że nazajutrz wyruszymy na poszukiwania. Podzieliliśmy się na dwa zespoły, przygotowaliśmy ekwipunek
i opracowaliśmy plan. Nieco wyczerpani
położyliśmy się spać. Wpatrywaliśmy się w dwa Księżyce Marsa. Chwilę jeszcze sprzeczaliśmy się, który to Fobos,
a który Dejmos.

Poranek był mroźny. Wstaliśmy bardzo wcześnie by wyruszyć na poszukiwania dziewcząt. Dzisiaj miał dotrzeć Antek. Jednak jeszcze nie dotarł.
Pogoda stawała się coraz gorsza. Zanosiło się na burzę pyłową. Na Marsie mogą być one lokalne, ale czasami potrafią nawet objąć prawie cały glob i trwać miesiącami. Marsjańskie burze piaskowe zdarzają się częściej, gdy planeta jest blisko Słońca (otrzymuje więcej energii, temperatura jest wyższa).
Chociaż z minuty na minutę warunki atmosferyczne się pogarszały - nie zrezygnowaliśmy z poszukiwań.
Antoni T.
Nasza grupa udała się w stronę góry Mount Sharp.
Droga była trudna, coraz mocniej wiało i coraz to grubsze warstwy pyłu osiadały na nas. Przeszliśmy kilkanaście kilometrów kiedy to natknęliśmy się na Łazika Curiosity.
Byliśmy tak podekscytowani, że mimo zmęczenia zaczęliśmy biec w jego stronę - ile sił w nogach.
Curiosity to jedyny działający pojazd na Marsie. Ma masę 900 kg i jest największym urządzeniem miękko posadzonym na powierzchni planety.
Byliśmy już bardzo blisko, gdy wtem dwa dziwne stworzenia wyskoczyły zza łazika i zaczęły oddalać się wymachując łapami i wydając z siebie dziwne odgłosy.
Stanęliśmy w osłupieniu.
Po chwili nieco oprzytomnieliśmy, a nasza ciekawość nie pozwoliła nam zrezygnować z chęci poznania oddalających się stworzeń.
- Kosmici? - zapytała szeptem Ola.
Maciek wzruszył ramionami oznajmiając niepewność. Ostrożnie zaczęliśmy iść za Kosmitami. Najpierw cicho, niemal na palcach.
Po chwili bardziej ośmieleni zaczęliśmy nawoływać wydając śmieszne dźwięki typu: szu szu, pszsz, ioo itp.
Wtem Kosmici zwolnili, zatrzymali się i skulili się w kłębek.
- Chyba ich wystraszyliśmy - powiedział szeptem Filip.
-Podejdźmy bliżej i spróbujemy nawiązać kontakt - wyszeptała Ola.
Podeszliśmy więc jeszcze bliżej. Burza piaskowa się nasilała i utrudniała widoczność. Kosmici siedzieli bardzo blisko siebie, skuleni, niemal bez ruchu.
Gdy tak zbliżaliśmy się do nich, ostrożnie - nagle...
- HA ha ha - wybuchnął śmiechem Filip - to raczej Kosmitki.
- Przecież to Kamila z Emilką - krzyknęła radośnie Ola.
- Ale napędziliście nam stracha - wstała z wściekłością Kamila - Wyglądacie jak Kosmici - ryknęła - Ogarnęlibyście się, a nie... straszyć ludzi.
- A my myśleliśmy, że Kosmici to Wy - odgryzł się Michał - popatrzcie na siebie - wyglądacie podobnie.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Dobra, wracajmy już do bazy, bo tak nas za chwilę zasypie, że będziemy tydzień szukać drogi powrotnej. - zauważył rozsądnie Maciek.
W bazie byli już wszyscy. Dotarła jeszcze Ania. Ucieszyła się na nasz widok.
-Przyniosłam ciastka. Chce ktoś? - powiedziała.
-Ja! - powiedzieli wszyscy na raz i rzucili się na smakołyki. Wiedzieliśmy, że to nie były zwykłe ciastka.
Ania jest mistrzynią w pieczeniu ciasta i robieniu różnych smakołyków. Te również były wyjątkowe.
Przypominały emotikon usmiechniętej buźki, dokładnie taki jak można znaleźć na powierzchni Marsa.
Zdjęcie krateru Galle wykonane przez sondę Mars Global Surveyor w 1999 roku dokładnie to obrazuje. Czyżby Mars przyjmował zwyczaje ery SMS - ów, komunikatorów internetowych czy mediów społecznościowych?
Anna U.

-A właściwie to dlaczego tak długo Was nie było? - zwrócił się Ignacy do dziewcząt - Bardzo się martwiliśmy.
- Przepraszamy - odparła Kamila.
- Tak zaciekawił nas Łazik Curiosity, że zupełnie straciłyśmy poczucie czasu - dodała Emilka.
- No tak. Nauka i badania potrafią człowieka tak wciągnąć, że traci poczucie czasu - roześmiał się Ignacy.
Ania U.
W kolejnych dniach zaczęło się wypogadzać. Burza pyłowa ustępowała więc zaczęliśmy planować zwiedzanie planety.
FriendsMindsi
Drogi Czytelniku, jeżeli uważnie śledziłeś naszą historię - odpowiedz na poniższe pytania:
1. Czym jest LUTET?
2. Jakie temperatury panują na Marsie?
3. Jak nazywa się najwyższa góra w Układzie Słonecznym?
4. Jak nazywa się Łazik - jedyny działający pojazd na Marsie
Odpowiedzi:
1. LUTET - jeden z najrzadszych i najdroższych metali na Ziemi, którego izotopy wykorzystywane są do leczenia nowotworów neuroendokrynnych.
2. Średnia temperatura to ok. - 60 stopni Celcjusza. Temperatury mogą wynosić od 20 do -90 stopni Celcjusza.
3. Olympus Mons
4. Łazik Curiosity
Bibliografia:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mars
https://www.urania.edu.pl/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ignacy_%C5%81ukasiewicz
https://www.canva.com

- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
-
BUY THIS BOOK
(from $5.79+) -
BUY THIS BOOK
(from $5.79+) - DOWNLOAD
- LIKE
- COMMENT ()
- SHARE
- Report
-
BUY
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!