Złodzieje ŻaruJulia Słobodzian
This book was created and published on StoryJumper™
©2010 StoryJumper, Inc. All rights reserved.
Publish your own children's book:
www.storyjumper.com

Rozdział 1- Biegnij szybciej! - jak zwykle z niecierpliwością w głosie krzyknęła Lena. Niewiele
wspólnego miała ze swoją mamą. Jej ogniste, długie włosy były teraz w nieładzie, a
zwykle porcelanowa cera nabrała poziomkowego odcienia. Orzechowe oczy były szeroko
otwarte, pełne satysfakcji i podekscytowania. Pędziła daleko przede mną.
Bojko biegł tuż za nią, loki opadały mu na twarz. Jego piegi wydawały się
ciemniejsze. Ciężko sapiąc próbował nadążyć za rudowłosą. Jak zwykle byłem ostatni, lecz
pilnowałem, by nie stracić swoich towarzyszy z pola widzenia.
- Jak zawsze jesteś narwana. Ten gruby gad nigdy nas nie złapie! - powiedziałem to
bardziej, by zirytować koleżankę. Nie znosiła, gdy nie mówiłem z szacunkiem o Smokach.
Ona tylko prychnęła cicho pod nosem jakby zignorowała mój komentarz.
- Jeżeli nie będziemy biec szybko, ten "gruby gad" ugotuje nas na miękko - wyrzucił z
siebie mój piegowaty przyjaciel. Przewróciłem oczami i przyspieszyłem kroku tak, by być
koło Leny.
- Jak myślisz, po tym zadaniu nadadzą nam tytuł Strażników? - zapytałem ze szczerą
ciekawością. Dziewczyna wyciągnęła z szerokiej kieszeni słabo migoczącą kulę i przyjrzała
jej się z tęsknotą. Było to źródło kłopotów okolicznych wiosek - płomień Smoka. Ludzie
tacy jak my chronili innych przed tymi potężnymi istotami. Nazywaliśmy się Strażnikami
Ognia. A przynajmniej ci, którzy jakimś sposobem zasłużyli sobie na ten tytuł. My byliśmy
jedynie Złodziejami Żaru. Niezbyt oryginalna nazwa, szczerze mówiąc.

- Nie wiem. Jest tylu kandydatów, a tak banalne misje nie zaprowadzą nas
nigdzie dalej - mruknęła pod nosem i schowała cel naszej wyprawy. Zadaniem
Strażników była obrona ludzkości przed najniebezpieczniejszymi Smokami na
ziemi. My jedynie kradliśmy moc tych słabszych, które zagrażały okolicy.
Nudna robota, ale dla Leny i Bojka było to całe życie. Nigdy nie zabijaliśmy tych
istot, były bardzo szanowane i podziwiane. Dla mnie były tylko gruboskórnymi
stworami, nic więcej. Wszyscy razem wypadliśmy z jaskini. Nie słyszałem już za
nami tego gada, więc wyprostowałem się i skierowałem twarz ku słońcu. Promienie
przyjemnie ogrzewały moją skórę. Zawsze marzyłem o byciu Strażnikiem. Wtedy ktoś w
końcu by mnie zauważył!
- Bruno, uważaj! - na dźwięk mojego imienia automatycznie odwróciłem głowę.
Zobaczyłem tylko łuskowaty, wielki ogon. Siła uderzenia była na tyle silna, że
odrzuciło mnie parę metrów od moich przyjaciół. Smok pędził w moim kierunku,
ale ledwo mogłem się podnieść. Miałem skręconą kostkę. Zobaczyłem, że Lena
wysyła w kieruku gada strzałę nasiąkniętą miksturą usypiającą - bronią używaną
tylko w ostateczności. Bydle upadło z hukiem na ziemię. Rudowłosa i piegowaty rzucili w
moją stronę nerwowe spojrzenie.
- Idziemy - rzucił Bojko i już wiedziałem, że żarty się skończyły.

W ciszy wróciliśmy do Świątyni - domu Strażników Ognia i Złodziei Żaru. Byli na
mnie źli, że musieli sprawić, by Smok zasnął. Nic nie wskazywało na to, że nadajemy
się na zyskanie wymarzonego tytułu. Wręcz przeciwnie. Byłem zły sam na siebie.
Nerwowo skubałem skórki paznkoci. Zawsze, po wykonaniu misji należało stanąć
przed Wielką Radą w celu zdania raportu z wyprawy. Weszliśmy przez wielkie, złote
drzwi suto zdobione połuskującymi płaskorzeźbami przedstawiającymi ziejące ogniem
istoty. Smętnie przeszliśmy szerokim korytarzem ozdobionym czerwoną, trochę
zdartą już tapetą, aż w końcu dotarliśmy do naszego celu. Lena próbowała zachować
zimną krew i kamienną twarz, jednak widziałem, że trzęsły jej się ręcę, gdy naciskała
masywną klamkę. Z opuszczoną głową zrobiła pierwsze kroki w kierunku
przewodniczącego rady. Tak to już przyjęło się w naszej drużynie, że to zawsze
rudowłosa dowodzi. Miała charakter przywódczyni i nie dałaby sobą kierować. Bojko i
ja już nawet nie sprzeciwialiśmy się, gdy wybiegała na przód i wypowiadała w
imieniu całej grupy. Cicho mówiła coś do posiwiałego staruszka z czarnymi jak czarna
dziura oczami bez białek. Podała mu świetlistą kulę, a jego pomarszczona ręka
wskazała nam ławę znajdującą się na środku sali. Usiedliśmy na niej i czekaliśmy na
słowa Rady.
- Zadanie zostało wykonane. Ale musieliście użyć strzał. Do niedopuszczalne
zwłaszcza, że było to jedno z najprostszych zadań, jakie może otrzymać wasza
drużyna - powiedział poważnym, lecz spokojnym i dostojnym tonem.
Rada

Kobieta siedząca po jego prawej stronie pokręciła głową tak mocno, że jej rude loki
wysunęły się spod szerokiego kaptura - matka Leny. To jej najbardziej bała się
nasza towarzyszka.
- Jak mogliście być tak nieuważni? Czy zdajecie sobie sprawę, że niedługo nastąpi
nadanie tytułów Złodziejom Żaru? Ten wasz "wyczyn" może was zdyskwalifikować
- rzekła z surowością w głosie.
- Niestety, Anastazja ma rację. Jeżeli wasze następne misje nie będą wypełnione
zgodnie z zasadami, możecie stracić szansę na tytuł - ze smutkiem rzekł
przewodniczący rady. Tego było za wiele. Niewiele myśląc, poderwałem się z
miejsca.
- Przecież to niedorzeczne! Przez jeden błąd, mamy stracić taką możliwość? Nie
moglibyśmy spróbować raz jeszcze? - Lena złowieszczo na mnie spojrzała, dając
mi do zrozumienia, abym był cicho. Ale ja niby przypadkiem nie zauważyłem jej
wzroku.
- Rzeczywiście, byłaby taka możliwość. Moglibyście dostać misję, która
sprawdziłaby wasze umiejętności. Ale byłaby ona bardzo niebezpiecza i gdyby
zakończyła się niepowodzeniem...Stracilibyście szansę bycia Strażnikami na
zawsze - powiedział i z uwagą przyglądał się naszej reakcji. Bojko gwałtownie
zaczerpnął powietrza, a Lena szeroko otworzyła oczy.
- Bierzemy tę misję! - krzyknąłem bez zastanowienia. Starzec uśmiechnął się z
politowaniem.
- A więc szykujcie się! Musicie zdobyć moc Smoka Jeziora - rudowłosa stłumiła
okrzyk zaskoczenia, a Bojko i ja spojrzeliśmy na siebie z przerażeniem.

- Dlaczego podjąłeś decyzję bez nas? Zdajesz sobie sprawę z tego, że to nasza
ostatnia szansa? Ostatnia szansa w życiu? - Lena nerwowo wymachiwała rękami
przed moją twarzą, a Bojko próbował ją uspokoić. Przy Wielkiej Radzie próbowała
zachować spokój, lecz na korytarzu nic nie stało jej na drodze do krzeczenia na
mnie.
- Chciałaś, żebyśmy wyszli na tchórzy? Możemy się wykazać! Damy z siebie
wszystko! - próbowałem przekrzyczeć dziewczynę. Nigdy nie byłem tak pewien
swoich słów. Z przekonaniem potrząsnąłem głową tak, że blond włosy zsunęły mi
się na twarz.
- Po prostu boisz się ryzyka i tyle! Czy to jest cecha Strażnika Ognia? - Na moje
słowa odwróciła się na pięcie i stanowczym krokiem zaczęła iść do pokoju. W
połowie drogi zatrzymała się.
- Mówisz, jakbyś już nim był, a przez ciebie nigy możemy nimi nie zostać -
wysyczała z wściekłością i z impetem weszła przez drzwi. Piegus uśmiechnął się
pokrzepiająco w moją stronę. Był zawsze pokojowo nastawiony i nigdy nie wdawał
się w nasze kłótnie.
- Nie będzie długo się gniewała. Lepiej też się przyszykujmy - powiedział i skierował
się w stronę swoich drzwi. Podekscytowany, lecz pełen obawy pobiegłem spakować
parę rzeczy. Strzały, miecz, jedzenie i parę innych ważnych przedmiotów mieściły
się w małym, podręcznym plecaku ze złotą klamerką. Zszedłem po schodach. Moi
towarzysze już na mnie czekali.

- Jezioro, w którym mieszka Smok jest daleko. Polecimy tam Gryfem - powiedziała.
- Dobrze, mądralo. Więc chodźmy - po moich słowach Lena stuknęła mnie lekko
łokciem. Widocznie już ochłonęła i przestała się na mnie złościć. W trójkę poszliśmy
do stajni. Bojko skierował się do pierwszego boksu i wyprowadził z niego piękne,
wielkie ptaszysko. Przypominało orła, lecz miało też cechy lwa i wężowy język.
Piegus pogładził swojego pupila po piórach i założył mu spore siodło ze srebrnymi
zdobieniami. Wsiedliśmy na niego, a chłopak cmoknięciem sprawił, że wzbił się w
powietrze. Bojko zawsze miał rękę do zwierząt. Odkąd pamiętam nawet
najniebezpieczniejsze stworzenie było przy nim łagodne jak baranek.
- Musimy lecieć na wschód, w stronę Leśnych Źródeł - Lena wskazała na mapie
miejsce, do którego musieliśmy dotrzeć. Ciemnowłosy skinął głową i szepnął coś do
gryfa. W odpowiedzi usłyszeliśmy głośny ryk.
- Podróż trochę potrwa, więc możecie odpocząć. Pokieruję nim i powiem wam, kiedy
dotrzemy na miejsce - uśmiechnął się, a ja i Lena z wdzięcznością pokiwaliśmy
głowami. Byliśmy zmęczeni, w końcu dopiero co wróciliśmy z poprzedniej misji.
Oparłem się o wystający fragment siodła i zamknąłem oczy. Znajome promienie
słońca ogrzewały mi policzki. Spojrzałem na moich przyjaciół. Bojko zadowolony
szeptał coś do stwora - uwielbiał zwierzęta. Jego loki były w nieładzie. Ognistowłosa
wyglądała, jakby miała zaraz zasnąć, a wiatr targał jej kosmyki. Wszyscy mieliśmy
różne charaktery, ale mimo to, byliśmy drużyną. Nawet nie zauważyłem, kiedy
zasnąłem.

Obudziło mnie gwałtowne zatrzymanie się w powietrzu.
- Co się stało, Bojko? - wyprzedziła mnie z pytaniem Lena przecierając oczy.
- Spójrzcie - chłopak wskazał ręką na gęte, ciemne chmury przed nami - gdybyśmy
polecieli dalej, najprawdopodobniej wpadlibyśmy w sam środek burzy - zmartwiony
pokręcił głową.
- Dlaczego nie oblecimy tego dookoła? - mówiąc to, ziewnęła i przeczesała dłonią
rude włosy.
- Zajęłoby nam to za dużo czasu. Musimy lecieć prosto - powiedziałem stanowczym
tonem. Bojko spojrzał pytająco na dziewczynę.
- Jeżeli Alan uważa, że powinniśmy tak zrobić, to nie mam nic przeciwko - wzruszyła
ramionami, a ja ze zdziwieniem spojrzałem jej w oczy. Zwykle sprzeciwiała się
wszystkiemu, co powiedziałem. Po chwili lecieliśmy w stronę chmur.
Było tak jak powiedział Bojko - wpadliśmy w sam środek ulewy. Co chwilę niedaleko
nas błyszczała błyskawica. W pośpiechu ubraliśmy płaszcze w kolorze brudnej zieleni
i próbowaliśmy utrzymać się na gryfie, który wrzeszczał w niebogłosy.
- Cicho bądź! - krzyknęła Lena, a Bojko spiorunował ją wzrokiem. Mocniej naciągnął
kaptur na głowę i szarpnął za wodze omijając kolejny piorun. Chwyciłem się oparcia
siodła i próbowałem nie zgubić plecaka. Nagle zobaczyłem błysk i po chwili
spadaliśmy na ziemię. Z krzykiem wylądowaliśmy na wielkiej polanie.

Na szczęście upadek zakończył się paroma siniakami i stłuczeniem. Dziewczyna z
wyższością mi się przyglądała.
- Posłuchaliśmy się ciebie i jak skończyliśmy? - przewróciła oczami, a ja ze
złościąściągnąłem płaszcz z ramion.
- Ty też byłaś za tym, żebyśmy lecieli prosto - warknąłem, choć wiedziałem, że nie była
to do końca prawda. Powoli wstaliśmy z trawy i zacząłem rozglądać się, by zobaczyć,
gdzie dokładnie jesteśmy. W oddali zauważyłem błyszczącą powierzchnię.
- Zobaczcie, to całkiem niedaleko. Mamy farta, że nie wylądowaliśmy dalej -
powiedziałem. Kilkadziesiąt metrów od nas rozciągało się błękitne jezioro. Za nim
znajdowała się wielka jaskinia - dom Smoka. Przełknąłem ślinę na ten widok. Jama
wskazywała na to, że jej mieszkaniec był wielki.
- Co, strach cię obleciał, mały móżdżku? - ze złośliwością w głosie powiedziała Lena.
- Mnie? Chyba żartujesz, mądralo - odgryzłem jej się z uśmiechem i zacząłem iść przed
siebie. Bojko przywiązał gryfa do drzewa, pogłaskał go na pożegnanie i wraz z Leną
dołączyli do mnie.
- Jaki mamy plan? - zapytał się spokojnie chłopak. Lena jak zwykle pierwsza się
odezwała.
- Ostrożnie wchodzimy do jaskini jeden za drugim, poruszamy się przy ścianie. Idę
przodem, Bruno drugi, ty pilnujesz tyłów. Broń w gotowości! Wy wypatrujecie Smoka, ja
szukam jego źródła mocy. Może być ciężko, bo potężne Smoki bardzo strzęgą swoich
kuli. Uważajcie! - wyrzuciła to z siebie jednym tchem, jakby już wcześniej obmyśliła
każdy szczegół naszej wyprawy. Po paru minutach byliśmy przy wejściu. Zaczerpnąłem
głośno powietrze. Na ciele poczułem dreszcz ekscytacji. Rudowłosa wyciągnęła strzały
You've previewed 9 of 15 pages.
To read more:
Click Sign Up (Free)- Full access to our public library
- Save favorite books
- Interact with authors

- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE(3)
-
COMMENT()
-
SHARE
-
SAVE
- DOWNLOAD
- LIKE (3)
- COMMENT ()
- SHARE
- SAVE
- Report
-
LIKE(3)
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!