KONKURS LITERACKI ,,MOJA KSIĄŻKA NIE KSIĄŻKA''This book was created and published on StoryJumper™
©2010 StoryJumper, Inc. All rights reserved.
Publish your own children's book:
www.storyjumper.com


Dotychczas uważałam siebie za zakompleksioną nastolatkę,
nie posiadającą przyjaciółek, rodzeństwa, ani nawet ojca.
Dużo rozmyślałam nad sensem istnienia życia. Niektórym wydawało
się to dziwne, bo miałam dopiero 13 lat.
Pewnego razu wydarzyła się rzecz, która na zawsze zmieniła moje
życie.
Coś wpadło do mojego domu prosto z nieba. Obejrzałam się dookoła -
zegarki zatrzymały się, a ludzie stali w totalnym bezruchu.
Spostrzegłam machającą rękę obcej mi osoby wyglądem podobnej do
mnie:
-Cześć! - rzekła z entuzjazmem. Jestem Nadia. Chciałabym z tobą
porozmawiać.
Bardzo mnie to zdezorientowało. Jakim prawem ktoś ma mi zwalać
całą dachówkę na głowę i w ułamek sekundy, skinięciem głowy ją
naprawiać uśmiechając się jak gdyby nigdy nic. Stałam w wielkim
osłupieniu.
-yyyyyy... Dzień Przerażający! - odpowiedziałam - Nazywam się
Dominika i nie chcę udzielać na nic odpowiedzi. Obca wyjawiła,
iż została zesłana na Ziemię, aby dać kres problemom od zawsze mnie
trapiących. Wszelkie fakty od tej chwili zaczęły wskazywać na to,

że mam siostrę bliźniaczkę - Nadianę Rosecką. Nikt nie był zdziwiony
tym, że nie jestem sama. Nawet mama zachowywała się tak,
jakby urodziła dwie córki. Domyśliłam się, że ta dziewczyna wkradła
się do mózgu całej mojej rodzinie i osobom, które mnie kiedykolwiek
widziały lub słyszały.
Nadszedł wieczór. Przez długi czas nie mogłam spać. Dużo
rozmyślałam nad wydarzeniami z tego dnia. Przypomniałam sobie jak
inni mnie traktują, moją rozpacz i to jak bardzo pragnę żyć na luzie.
Doszłam do wniosku, że obecność tego anioła może mieć sens. Jej imię
według słownika oznacza nadzieję. Może być to początek mojego
nowego życia. W końcu swobodnie zasnęłam.
Ranek wyglądał dość zwyczajnie (jak na tę sytuację)- pobudka o
6:15, szybki prysznic, ubieranie się, czekoladowe płatki śniadaniowe i
mycie zębów. Do szkoły wyszłyśmy piętnaście minut przed
rozpoczęciem zajęć. Zdążyłyśmy na czas. Na przerwie okazało się, że
Nadka jest bardzo popularna. Spacerowała ze mną na przerwach,
przez co stałam się bardziej rozpoznawalna.

Po lekcjach wybrałyśmy się do galerii handlowej, gdzie czekało na
nas wiele sklepów odzieżowych. To całe przymierzanie było co najmniej
dziwaczne, a poza tym nie miałyśmy za co kupić. Musiałam coś
powiedzieć.
- Skąd my weźmiemy tyle pieniędzy? - zapytałam z niepokojem szybko
obliczając w pamięci wartość wybranych dziesięciu bluzek i czterech par
spodni- To aż 610 złotych!
- Spokojnie! - odparła wkładając rękę do torebki, parę razy pocierając
portfel i pstrykając palcami, i ku mojemu zdziwieniu wyjmując
wyznaczoną kwotę.
Podeszłyśmy do kasy, zapłaciła i spokojnie wyszłyśmy. Po wyjściu
zadałam jej istotne pytanie:
- A te banknoty są prawdziwe, prawda?
- Tak. Mają wszystkie zabezpieczenia i zostały wpuszczone
do ,,obiegu''.
- Skąd one są?
- Wiesz, każdy przysłany ,,z góry'' ma zawsze wyznaczone odpowiednie
środki, które może wydać na swoją podopieczną w celach terapii.
- Jakiej znowu terapii?

- Nie wnikaj - odpowiedziała znudzona uśmiechając się do mnie.
Wracając do domu zahaczyłyśmy o pub z frytkami
i hamburgerami. W mieszkaniu skonsumowałyśmy ,,posiłek'' i udałyśmy
się w kierunku mojej szafy, aby przejrzeć znajdujące się tam ubrania.
Z całych porządków został jedynie strój na w-f, szlafrok i piżamy
(po krótkiej negocjacji), bielizna, skarpetki oraz dwie pary wygodnych
dresów - na wszelki wypadek. Innymi słowy oddałyśmy na cele
charytatywne 98% mojej starej garderoby. Należało tylko poukładać
na półkach dzisiejsze ,,zdobycze''.
Następnym dniem była sobota zaczynająca się od 12-godzinnego snu,
poprzeciągania się i miłej rozmowy z moim aniołem. Nadka poradziła mi,
że aby ktokolwiek pozytywne na mnie spojrzał, muszę poddać się
licznym peelingom, maseczkom, bolesnej regulacji brwi oraz
częściowemu obcięciu włosów. Jak zwykle nie sprzeciwiłam się.
Po kilkugodzinnych torturach nareszcie nadszedł koniec,
no i spojrzenie w lustro. Efekt mnie zaskoczył - mimo bardzo
czerwonych z powodu depilacji okolic oczu, podrażnionego nosa
i czoła od zabiegów złuszczających naskórek, spostrzegłam piękną
księżniczkę. Resztę czasu spędziłyśmy bawiąc się na dworze.

Następnego dnia rano pospiesznie wybrałyśmy się do kościoła.
Po drodze ustalałyśmy plan dnia. Uwzględniłyśmy w nim czas
na odrabianie lekcji, ale ku mojemu zdziwieniu ten obowiązek nie
wydawał mi się już tak przykry jak wcześniej.
Po powrocie z mszy zjadłyśmy z mamą obiad i udałyśmy się do mojego,
a właściwie naszego pokoju „ na dywanik”.
- Co się stało z twoim ojcem? - zapytała mnie.
- Miał wypadek - odpowiedziałam ze smutkiem.
- Ale jak to...
- Pewnego razu szłam z tatą na lody i rozpędzony samochód wjechał
na chodnik. Tato chciał mnie zawsze chronić i chodził od strony ulicy,
dlatego pojazd o niego zahaczył. Ja zdążyłam odskoczyć w bok.
- I co było dalej? - zapytała
- Niestety po przewiezieniu do szpitala nie zdołali go uratować.
Nie zdążyłam mu powiedzieć, ile dla mnie znaczył. Proszę,
nie mówmy o tym, bo robi mi się smutno - opowiedziałam.
- Nie unikaj tego tematu - odrzekła - musisz to wreszcie zakończyć.
Powinnaś ,,przepłakać'' żałobę, bo będzie cię to męczyło przez całe życie.

Posłuchałam rad swojego opiekuna i wyszlochałam wszystkie smutki
na jej ramieniu. Od razu zrobiło mi się lżej na duszy. Przestałam bać się,
mówić i myśleć o tym strasznym dniu. Spostrzegłam, że spotkało mnie
ogromne szczęście, iż ona jest ze mną. Przestałam rozpaczać nad swoim
losem i teraz cieszę się każdym dniem. Przecież mogło być gorzej.
Następny tydzień był naprawdę wesoły, zwłaszcza jako ostatni
przed feriami.
W szkole kontakty z rówieśnikami zmieniły się. Nie jestem
już nudną i ,,kujońską'' Dominiką. Dziwne, ale zauważyłam, że od kiedy
zaczęłam dobrze myśleć o sobie, to moja klasa też wydawała się lepsza.
Nie naśmiewano się ze mnie. Nawet te koleżanki, o których myślałam,
że zadzierają nosa, stawały się milsze. Pewnie to tylko tak się wydaje,
bo wcześniej wszystko brałam na poważnie. Zawsze miałam wrażenie,
iż każda uwaga od innych na mój temat stanowi zagrożenie. Teraz
traktuje to jako dobre wskazówki lub oznaki zazdrości.
Nastały upragnione ferie, czyli czas dalszej metamorfozy.
W poniedziałek wybrałyśmy się do SPA na masaż gorącą czekoladą
( zawsze o tym marzyłam ) później manicure i pedicure.

Odwiedziłyśmy również lodowisko i basen sportowy.
Stawałam się coraz bardziej szczęśliwa. Nareszcie ubrałam się
w to, co przypada mi do gustu. Odwiedziłam miejsca, o których nie miałam
pojęcia, a przecież jestem już tu 13 lat!
W mieszkania czekało na nas gorące kakao i krótka, ale mało przyjemna
pogawędka: -
Dlaczego nigdy do mojego przybycia nie uśmiechałaś się?- zagadnęła
Nadia,
- Nie miałam do kogo – zaszlochałam,
- Nawet do twojej mamy?
- Nawet do niej - jeszcze mocniej posmutniałam
- A dlaczego? - ciągnęła dalej
- Nie wiem, wydaje mi się, że przyczyną jest to, że nie ma czasu, pracuje
cały dzień i musi nas utrzymać. Zawsze kończy pracę po osiemnastej. Nie
mam serca zawracać jej głowy swoimi problemami. - odpowiedziałam -
Myślę, że ona też nie ma zbyt dużo powodów do śmiechu.
-Spróbujmy to zmienić - odrzekła.
- Jak? - Zapytałam
- Pomyślę, daj mi trochę czasu. Jutro coś wykombinuję.

Zasnęłam z wypiekami na twarzy, ciekawa następnego dnia.
Nazajutrz obudziłam się bardzo wcześnie.
- O, już nie śpisz? - zapytała Nadula
- No, nie- odpowiedziałam - mów szybko.
- Jesteś bardzo niecierpliwa. Zauważyłam u Ciebie nadmierne
wyolbrzymianie wszystkiego. To chyba twój największy problem,
spróbuj podchodzić do życia swobodniej, zobaczysz stanie się
łatwiejsze - pouczała mnie.
- Dobrze, dobrze, gadaj, bo jestem bardzo ciekawa - wykrzyczałam.
- A więc tak: musimy znaleźć twojej mamie jakąś pracę ,
która będzie dobrze płatna, ale żeby miała więcej czasu dla ciebie no
i oczywiście dla siebie - zauważyła.
- Ale jaką i gdzie jej szukać?
- Słyszałam, że są takie firmy w których ludzie wykonują pracę
we własnych domach - opowiadała dumna z siebie.
Poszłyśmy szukać ofert w internecie. Nagle ktoś zapukał. -
Słyszysz? - zapytałam
- Tak - odpowiedziała - czego jesteś taka zdziwiona?

Ktoś zadzwonił do drzwi. Nadia zauwżyła, że wydaje mi się to dziwne.
Próbowałam się wytłumaczyć.
- No bo wiesz, od wynalezienia telefonów rzadko się to zdarza. Teraz
raczej nikt bez zapowiedzi nie przychodzi do domu - powiedziałam
z lekkim niepokojem.
Otworzyłyśmy. Nasz gość stał w progu, był niski i w ręku trzymał
karteczkę którą anielica wzięła, przeczytała, lekko się uśmiechnęła
i podziękowała temu człowiekowi.
- Co to? - zapytałam
- Nie wiem, jakaś reklama - odparła, szybko chowając ją
do kieszeni, zauważyłam tylko czerwony napis ,,ubezpieczenia''.
Minęło kilka dni, już zaczynało się robić nudno, ale nagle
przypomniałyśmy sobie, że zbliżają się nasze urodziny.
-Co wymyślimy? - zagadnęła Nadka - Może gdzieś pojedziemy, bez tej
imprezy, objadania i innych dziwactw?
- No to gdzie? - zapytałam
- Proponuję metodę ,,na raz, dwa, trzy chórem''!
W ostatecznym rozrachunku zdecydowałyśmy wybrać się
do Tropical Island. -
Mam dość sporo oszczędności, ale to nie wystarczy. Jakieś sugestie? -
odrzekłam władczo.
You've previewed 10 of 16 pages.
To read more:
Click Sign Up (Free)- Full access to our public library
- Save favorite books
- Interact with authors

- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE(3)
-
COMMENT()
-
SHARE
-
SAVE
- DOWNLOAD
- LIKE (3)
- COMMENT ()
- SHARE
- SAVE
- Report
-
LIKE(3)
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!