Książka zawiera autorskie teskty i ilustracje
uczniów klasy V.
Zdjęcia - Kacper Kuter

Sebastian Drzał
LEGENDA O POWSTANIU ZGŁOBNIA
Dawno, dawno temu w wiosce o nazwie Gorno leżącej na Pogórzu Strzyżowskim żył sobie chłopak imieniem Zgłobnio. Był rzemieślnikiem wyrabiającym broń dla wojów swojej wioski, która była gnębiona przez najazdy sąsiedniego plemienia okrutnych Ukran. Zgłobnio od czasu do czasu uczestniczył w bitwach i po jednej z nich obiecał sobie, że znajdzie sposób na pokonanie przeciwników.
Pewnej nocy zobaczył, że koło jego domu stał nieznajomy starzec. Otworzył drzwi i zaprosił go do domu, podał mleko do picia i zapytał:
-Co cię do nas sprowadza wędrowcze? Czego szukasz?


Nieznajomy odpowiedział, że jest kupcem z dalekiej krainy, ale w drodze został napadnięty i obrabowany. Poprosił Zgłobnia o wykucie mu miecza, aby wracając mógł się bronić, uprzedził go jednak, że nie ma mu czym zapłacić. Zgłobnio miał dobre serce, zrobiło mu się żal starca i spełnił jego prośbę.
Nieznajomy był bardzo wdzięczny, podarował mu pustą skrzynię -jedyną rzecz, której nie zabrali mu zbójcy. Przed odejściem powiedział:
- Weź tę skrzynię, napełnij ją drewnem. Rano zostaw ją w lesie blisko osady Ukranów, podpal i odejdź. Wróć po skrzynię następnego dnia.
Zgłobnio bał się okropnie, bo nikt, kto zapuścił się w okolice osady Ukranów, nigdy nie wrócił, ale zaufał nieznajomemu i rano zrobił tak, jak mu kazał. Zgłobnio wrócił po skrzynię następnego dnia i faktycznie nadal tam była, ale osada Ukranów zniknęła.
Wrócił do swojej wioski, opowiedział wszystko sołtysowi. Gdy dotarli na miejsce osady Ukranów, nic tu nie znaleźli oprócz drzew. Sołtys uznawszy Zgłobnia za bohatera, podarował mu rozległe ziemie nad rzeką Lubczą, a po jego śmierci mieszkańcy w uznaniu jego zasług postanowili nazwać nową osadę Zgłobień.

Gabriela Długosz
POWSTANIE MIEJSCOWOŚCI ZGŁOBIEŃ
Za panowania Kazimierza Wielkiego Galicję przemierzał wzdłuż i wszerz pewien rycerz pochodzący ze szlacheckiego rodu. Zwał się on Ludwik Zgłobieński. Był on człowiekiem sprawiedliwym, dobrym i mądrym. W swoim życiu widział wiele i wiele przeżył, jednak tereny Galicji, a szczególnie te położone nad rzeką Lubczą, bardzo go zauroczyły. Rycerza zachwyciła bardzo ta kraina, a największe wrażenie wywarła na nim piękna, wartka, szeroka rzeka.
Podczas kolejnej podróży, kiedy odwiedził znów urokliwe tereny galicyjskie, przystanął na chwilę nad wspomnianą rzeką i wpatrywał się w pływające w niej rybki.
Po chwili zakręciło mu się w głowie i wpadł do wody. Był przerażony, a na dodatek czuł w ręce i nodze niedowład. Zdawał sobie sprawę, że może nie przeżyć, gdyż nie umiał pływać.
Obudził się na brzegu rzeki. Nic nie pamiętał. Nad nim stała piękna kobieta i nieśmiało uśmiechała się do niego. Chciał wstać, lecz nie mógł przez złamaną nogę i rękę. Ocalały podziękował niewiaście i od pierwszego wejrzenia się w niej zakochał.
Postanowił się osiedlić na tych terenach, gdzie znalazł miłość. Kiedy wyzdrowiał, wybudował mały drewniany kościółek w podziękowaniu za uratowane życie. Oświadczył się dziewczynie, która skradła jego serce i nosiła urocze imię - Halina. Wziął z nią ślub i zbudował osadę, którą nazwał Zgłobień.

Los był dla nich łaskawy, doczekali się razem dwunastu synów. Jego ród stawał się coraz większy. Do dziś o swoich przodkach – Ludwiku i Halinie Zgłobieńskich - opowiadają mieszkańcy Zgłobnia.

Arkadiusz Dereń
Dawno, dawno temu Polskę zaatakowała niemiecka armia. Niemcy przejęli północną część naszego kraju. Król Kazimierz starał się odeprzeć atak nieprzyjaciela, jednak wróg potrafił dobrze walczyć.
Pewnego dnia Zbigniew z rodziny Obian postanowił ukryć się w krzakach i czekać, aż Niemcy zbliżą się do jego wsi. Nagle chłopak usłyszał kroki, wychylił się z ukrycia i zauważył jednego rycerza z wrogiej armii. Nie czekając, zaatakował. Przebrał się w zbroję pokonanego i w przebraniu poszedł do siedziby nieprzyjaciół.
Gdy szedł do zamku, spotkał króla Niemiec Achima III, który nieopatrznie zdradził Zbigniewowi cały plan ataku na Polskę. Oczywiście chłopak od razu poszedł z tą informacją do Króla Kazimierza.
Następnego dnia król kazał swoim rycerzom przygotować zasadzkę w lesie tam, którędy niedługo miały przejeżdżać wojska nieprzyjaciela. Doszło do zaciętej walki, w której zwyciężyła strona polska. W podziękowaniu za odwagę Zbigniewa, król Kazimierz podarował mu wieś, którą nazwał Zgłobień.
Wiktoria Kocoń
Jak powstał Złobień?
Dosyć dawno temu żyła sobie na Woli Zgłobieńskiej rodzina królewska. Składała się ona z królowej Aleksandry, króla Witolda i przepięknej królewny Anny, która uwielbiała chodzić do pobliskiej wioski. Poznała tam i zakochała się w chłopie Michale.
Anna często wymykała się z domu, by się spotykać z Michałem ,ale musiała to robić ukradkiem, bo jej rodzice nie tolerowali tego związku . Po pewnym czasie jednak z miłości tych dwojga począł się syn .Gdy tylko para królewska dowiedziała się o tym, wygnała swą córkę.

Michał nie opuścił Anny. Udali się razem do pobliskiej wsi i wybudowali tam chatę, w której zamieszkali wraz z ich synem. Nadali mu imię Zygmund. Kiedy dziecko podrosło, pojechali konno do rodziców Anny, lecz para królewska nie chciała i widzieć.
Gdy Zygmund osiągnął drugi rok życia wraz z rodzicami wybrał się na leśną polanę, by uczcić jego urodziny. Wtedy nagle zza drzewa wyślizgnęła się żmija. Dziecko podeszło do niej, a ona je śmiertelnie ukąsiła .Anna i Michał bardzo rozpaczali po utracie syna. Smutna wiadomość dotarła także do rodziców Anny, którzy żałowali swojej wcześniejszej decyzji. Nigdy nie poznali wnuka.
I właśnie na cześć swojego wnuka nazwali wioskę, w której umarł, Zgłobniem, od nazwy miejscowości, w której Anna znalazła kiedyś schronienie.

Maciej Świeca
LEGENDA O POWSTANIU ZGŁOBNIA
Dawno temu, ponad 1000 lat wstecz, na wschód od Krakowa, w małej osadzie mieszkał młody młynarz Andrzej Zgłobień. Był zacnym i szanowanym młodzieńcem, który służył pomocą każdemu. Dzięki jego ciężkiej pracy ludzie mieli mąkę i mieli co jeść. Jego matka była z niego bardzo dumna, ale martwiły ją bardzo jego nocne, samotne przechadzki nad rzekę.
Pewnej pięknej nocy Andrzej zbierając kwiaty dla matki nad brzegiem rzeki, usłyszał rozmowy dobiegające
z pobliskiej karczmy. Młynarz zaczął uważnie nasłuchiwać obcych mu głosów. Początkowo myślał, że to handlarze rzemiosła. Po dłuższej jednak obserwacji utwierdził się w przekonaniu, że ci obcy mówią w nieznanym mu języku i bardzo dziwnie się zachowują.



Nieoczekiwanie jeden z rozmówców w pewnym momencie zwrócił się do swojego towarzysza w rodzimym języku Andrzeja słowami:
- Jutrzejszej nocy bądźcie gotowi zaraz po zmroku do ataku na osadę. Ja postaram się odwrócić uwagę mieszkańców, podpalając karczmę. To będzie jednocześnie dla was sygnał do walki.
Andrzej, niewiele myśląc, pognał co sił w nogach do sołtysa i przekazał mu zatrważającą wiadomość. Natychmiast zebrano radę i ustalono plan działania. Młody młynarz zaproponował, że dla dobra mieszkańców poświeci swój młyn, podpalając go i tym samym zmyli wroga fałszywym, przedwczesnym znakiem do ataku.
Następnego dnia skoro świt wszyscy mężczyźni w sile wieku rozpoczęli przygotowania do czekającej ich nocnej walki. Andrzej, działając zgodnie z ustalonym planem, zabrał ze swojego młyna najcenniejsze rzeczy.
Tuż po zachodzie słońca uzbrojeni mieszkańcy osady ruszyli w kierunku bagien, gdzie przyczajeni w szuwarach czekali na najeźdźców. Młynarz, po upewnieniu się, że wszystko jest już gotowe, podpalił pochodnią młyn, dając tym samym mylny sygnał do ataku. Najeźdźcy ruszyli do boju, prosto w sidła przygotowanej zasadzki.
Mieszkańcy wygrali bitwę i uratowali osadę. Niestety młyn spłonął doszczętnie. Ostało się cudem tylko jedno ziarno zboża.
Andrzej stojąc nad pogorzeliskiem rozpłakał się rzewnymi łzami, które spadły na ocalałe ziarno. W jednym momencie ziemia się zatrzęsła na tyle mocno, że młynarz upadł, a w miejscu zgliszczy na nowo wyrósł piękny, duży młyn.
Mieszkańcy wdzięczni za poświecenie Andrzeja postanowili osadę nazwać jego nazwiskiem.
W ten sposób powstała miejscowość Zgłobień, która istnieje do dzisiaj.
MICHAŁ TOŚ
Dawno, dawno temu, gdy w Krakowie mieszkał zły smok, rycerze próbowali go wygonić z miasta. Robili to na różne sposoby, lecz gad za każdym razem był sprytniejszy.
Pewnego dnia rycerze wymyślili , że muszą zwabić smoka, aby wyszedł ze swojej jaskini. Udało im się to i zdenerwowany potwór wyskoczył ze swojej jamy jak z procy. Gonił jak oszalały za rycerzami przez wiele godzin. W pewnym momencie zorientował się, że jest bardzo daleko od swojej jaskini i nie wie, jak do niej wrócić. Błąkał się po lesie, aż w końcu zasnął. Błądził tak jeszcze długo. Był przerażającym stworem, ale jego móżdżek przypominał orzeszek.

Mijały lata, a smok nadal nie odnalazł drogi do domu. Już nigdy nie wrócił do Krakowa. Co jakiś czas z lasu dało się słyszeć ryk smoka. Rycerze, aby uczcić swoje zwycięstwo nad poczwarą, wyprawili huczną biesiadę. Podczas ucztowania wspólnie wymyślili, aby osadę, w której zgubił się smok, nazwać Zgłobniem .

Roksana Kawa
Jak powstał Zgłobień?
Dawno, dawno temu gdy w Polsce nie było jeszcze miast, tylko otoczone gęstą puszczą maleńkie osady, w jednej z nich mieszkali dwaj bracia o imionach Zbigniew i Jan wraz ze swoimi żonami i dziećmi. Mężczyźni zajmowali się uprawą
ziemi, a kobiety szyły ubrania i opiekowały się dziećmi.
Pewnego dnia Zbigniew pracując w polu, zauważył błyszczący przedmiot wystający z ziemi. Gdy go odkopał okazało się, że jest to garnek wypełniony drogocennymi kamieniami. Wziął garnek i pobiegł do domu pochwalić się swoim znaleziskiem.

Wieść o tym rozeszła się bardzo szybko i na osadę napadli zbójcy. Bracia nie mogli sobie poradzić z napaścią wroga.
Widząc bezradność mężczyzn, kobiety postanowiły im pomóc. Wraz z dziećmi ubrały się w piękne suknie ozdobione świecidełkami i błyskotkami, które oślepiały przeciwników tak, że nie mogli atakować. W końcu napastnicy wycofali się. Wtedy jedno z dzieci krzyknęło:
- Mamo! Pokonałyście wrogów dzięki waszym sukniom pełnych zgłobień!
-Dziecko nie zgłobień, tylko zdobień- odpowiedziała mama.
Zbigniewowi bardzo spodobało się słowo ,,Zgłobień’’ i tak postanowił nazwać swoją osadę. Tak właśnie powstał Zgłobień.

Kacper Kuter
Legenda o powstaniu Zgłobnia
Dawno, dawno temu gdzieś na obszarze dzisiejszego województwa podkarpackiego, gdzie największym znanym miastem był Przemyśl, a pozostałe tereny były zajęte przez Puszczę Sandomierską, powstała miejscowość Zgłobień. A było to tak. W owej puszczy osiedliła się banda groźnego zbója Zbycha. Dla członków tej paczki nie było rzeczy świętych. Napadali, palili i grabili kupców i mieszkańców, a zdobyte łupy przepuszczali na alkohol i ciągłą zabawę. Okoliczna ludność miału już dość strachu i krzywd, których doznawała od zbójów.
Pewnego razu przez okolicę przechodził strudzony wędrowiec. W chacie jednego z gospodarzy znalazł posiłek i schronienie. Zgłob, bo tak się nazywał nieznajomy, usłyszał o niedoli mieszkańców i postanowił im pomóc.
W nocy, gdy wszyscy spali, poszedł rozprawić się ze zbójcami. Ludzi wybudził głośny hałas, krzyk i łuna unosząca się nad kryjówką wroga.
Gdy przyszli sprawdzić, co się stało, zobaczyli niezwykły obrazek. W miejscu ogniska, gdzie kiedyś bawiła się banda, powstało zagłębienie, które wypełniała woda, a pośrodku znajdowała się wysepka. Na drzewie siedziało stado czarnych ptaków i wydawało wrogie odgłosy. Ludzie mówili, że to zbój Zbych i jego banda, których spotkała kara za ich krzywdy.
Mieszkańcy chcieli podziękować Zgłobowi, ale ślad po nim zaginął. Na cześć swego wybawcy mieszkańcy nazwali swoją osadę Zgłobniem.
Z wysepki, która znajduje się pośrodku stawu w centrum Zgłobnia, do dziś można jeszcze usłyszeć odgłosy zlatujących się tam czarnych ptaków.


Wojciech Pyziak
Pewnego razu w okolicach Rzeszowa żył sobie hrabia Henryk Zgłobieński. Był bogaty i dobroduszny dla poddanych
Pewnego razu jechał swą bryczką i zobaczył jakąś postać. Stała pośród drzew i rozglądała się we wszystkie strony ze zdziwieniem wyrysowanym na twarzy. Nieznajomy wyglądał bardzo dziwnie, miał szpiczaste długie uszy, ostro zakończony nos i długie, chude palce zakończone..nienaturalnie długimi pazurami. Hrabia choć przestraszony postanowił podejść i zapytał:
- Kim jesteś i skąd przybywasz? -
Nieznajomy odparł: - Jestem diabeł Dyngiel i pochodzę z piekła. Przyszedłem tu, aby podpisać z tobą pakt. Chciałbym dostać twą duszę.

Zgłobieński początkowo się nie zgadzał, ale gdy przypomniał sobie, że słyszał kiedyś o czymś podobnym i zapamiętał sobie, że diabeł za podpisanie paktu spełnia trzy życzenia, postanowił wykorzystać sytuację i zgodził się.
Dyngiel nie był przekonany, lecz gdy hrabia wspomniał o tym, że odda mu duszę tuż po śmierci i bez żadnych opóźnień, diabeł natychmiast wyciągnął pakt i kazał mu się podpisać. Po chwili Zgłobieński zaczął wypowiadać życzenie, a brzmiało ono tak .
- Drogi diable, chciałbym, abyś wybudował tutaj piękną wieś. Niech nazywa się ona Zgłobień. Niech będzie w niej piękny kościół. Chciałbym też, żeby mój dom stanął na pagórku obok szkoły, by moje dzieci nie musiały chodzić przez całą wieś. Oto moje pierwsze życzenie.
Diabeł zaczął wypowiadać dziwne słowa i po chwili stanęła tam wieś identyczna do tej, którą wymarzył sobie hrabia.
-Oto twoja wieś, kościół, dom i szkoła - powiedział Dyngiel, spoglądając na Zgłobieńskiego
-Dobrze diable, czas na drugie życzenie -powiedział hrabia
-Mojej wsi brakuje jednej rzeczy. Diable niech w będą w niej przyjaźni i dobrzy ludzie – zażyczył sobie hrabia Henryk. W jednym momencie cała wieś była pełna ludzi.
-Drugie życzenie spełnione, zostało ci ostatnie - powiedział Dyngiel z chytrym uśmiechem na twarzy.
-Diable czas na ostatnie życzenie- powiedział hrabia
-Chcę, abyś zniknął i żebym cię już nigdy cię nie widział. To moje ostatnie życzenie
Diabeł nie miał wyjścia. Rozkaz to rozkaz. Zniknął niezadowolony, a Zgłobień zamieszkiwany przez życzliwych i przyjaznych ludzi, istnieje do dziś.
Krzysztof Janik
,, LEGENDA O ZAŁOŻENIU ZGŁOBNIA ‘’
Dawno, dawno temu żył sobie chłop, który miał przydomek Zgłobeusz. Mieszkał w chacie pod lasem i miał niedużego psa Łapę, starą krowę, dwie kozy, pięć i kur i trochę pola. Pewnej nocy z lasu zakradły się pod chatę Zgłobeusza dwa lisy, które świeciły dziwnym blaskiem. Łapa zaczął szczekać. Chłop od razu pobiegł po widły do szopy. Jak zobaczył lisy, trochę się przestraszył, ale zaczął je odstraszać widłami razem ze swoim psem. Kiedy zaczęli biec w ich stronę, lisy stały się na chwilę niewidzialne i chłop razem z psem nie zauważyli, kiedy je minęli. Po chwili rudzielce stały przy kurniku trzymając w pyskach cztery kury i od razu zaczęły uciekać do lasu. Chłop ze swoim wiernym psem pobiegł za nimi. Niestety nie mogli ich znaleźć, bo lisy jakby zapadły się pod ziemię. Gdy tak chodzili po lesie, zobaczyli wysoko na drzewie białego dzięcioła, od którego biło jasne światło.

Chłop bardzo się zdziwił, ponieważ dzięcioły w nocy śpią. Wtedy biały dzięcioł przemówił do niego ludzkim głosem:
- Drogi chłopie nie idź tam dalej. Jest tam duże niebezpieczeństwo, bo złe zjawolisy zastawiły tam na ciebie pułapkę.
Chłop bardzo się zdziwił, ponieważ pierwszy raz usłyszał, że dzięcioł mówi ludzkim głosem. Po chwili dzięcioł zaczął mówić dalej :
-To nie są prawdziwe lisy, tylko zjawy je przypominające. Chcą zniszczyć wszystkich ludzi z tej okolicy. Jeśli chcesz przeżyć, musisz zbudować wielką fortecę i schronić się tam ze wszystkimi okolicznymi mieszkańcami. Żeby wygrać walkę ze zjawolisami musisz też poszukać w lesie zaczarowanych ziół, z których później zrobisz wywar i każdego nim pokropisz. Ten wywar obroni wszystkich przed niewidzialnym wrogiem. Niech każdy przygotuje sobie więcej wywaru, bo jeśli pokropi się zjawolisy, to tracą moc i uciekają. To jest jedyny sposób na ich pokonanie.
Jak już chłop zrozumiał, co do niego mówi biały dzięcioł, dla swojego bezpieczeństwa, rozpalił ogień i schował się pod krzewami razem ze swoim psem Łapą. Zasnął tam w oczekiwaniu na dzień.
Następnego dnia wrócił to swojej chałupy i cały czas myślał o tym, co mu powiedział dzięcioł. Po kilku godzinach poszedł spojrzeć do kurnika, aby się upewnić, czy to nie był zły sen i czy naprawdę stracił cztery kury. Niestety to była prawda.
Wszyscy okoliczni mieszkańcy śmiali się z tego, co mówił. Po kilku dniach zaczął budować fortecę, tak jak mu nakazał dzięcioł. Praca nad nią zajęła mu kilka miesięcy. Tydzień później zjawolisy zaczęły atakować wszystkich okolicznych mieszkańców. Chłop, kiedy tylko się o tym dowiedział, zaczął wszystkich zwoływać do swojej fortecy. Teraz wszyscy słuchali, co mówił chłop. Każdy z mieszkańców wziął wywar i zaczęli kropić nim zjawolisy.

Walka trwała ponad dwie godziny. Po wielkiej wygranej, wyprawiono huczną ucztę, na którą zaproszono wszystkich mieszkańców nawet z okolicznych wsi.
Trzy lata później dookoła fortecy powstała mała wioska. Jej władcą stał się chłop, który miał przydomek Zgłobeusz, a wieś od jego imienia nazwano Zgłobień. Zgłobeusz tak bardzo kochał zwierzęta, że stworzył w swojej wsi jedno z pierwszych schronisk dla zwierząt.

Emilia Kłeczek
Legenda o tajemnicach Zgłobnia
Pewnego dnia mieszkaniec miasta Rzeszów znudzony codziennym trybem życia postanowił je urozmaicić. W tym celu wybrał się na samotną wyprawę. Nie wiedział jeszcze wtedy ,że odmieni to całe jego życie.
Zacznijmy od początku. W ramach przygotowania do całej podróży zaczął gromadzić zapasy pożywienia , które starczą mu na długo. Nadszedł długo wyczekiwany moment , Jan wyruszył z miasta, w którym spędził całe swoje życie, aby przeżyć coś, co na długo ( być może na zawsze ) pozostanie w jego pamięci . Po godzinnej trasie dotarł do lasu, sam do końca nie wiedział w jakiej miejscowości się znajduje. Rozbił swój mały obóz i rozpoczął wędrówkę w nieznane
Kilka pierwszych dni upłynęło mu w miłej atmosferze. Czwartego dnia wydarzyło się coś, co go zaniepokoiło. Podczas gdy przygotowywał posiłek, w drzwi jego chatki zaczęło coś pukać. Przerażony Janek ostrożnie je uchylił.
Ku jego zaskoczeniu zobaczył kobietę w podeszłym wieku. Mężczyzna ze zdziwienia zapytał, co robi sama w lesie, a ona odpowiedziałam mu, że się zgubiła. Po dłuższej rozmowie okazało się, że kobieta ma na imię Basia i jest samotną matką szóstki dzieci. Opiekuje się nimi sama, ponieważ jej mąż zmarł kilka lat temu na straszną chorobę. Janek dowiedziała się, że jeden z synów Basi - Zygmunt - odziedziczył chorobę po ojcu.
Wyprawa mężczyzny skończyła się szybciej niż się spodziewał. Jan podjął jedną z ważniejszych decyzji w jego życiu.
Postanowił sprzedać swój majątek, a za uzyskane pieniądze kupić mały teren { małą miejscowość } oraz lek, który nazywany był Zgłobieniucha, a który mógł pomóc choremu chłopcu.
Klika lat później postanowił założyć swoją własną miejscowość, którą nazwał Zgłobień od leku z ziół, który wyleczył Zygmunta.


Paweł Rałowski
Legenda o powstaniu Zgłobnia
W dawnych czasach, ok. roku 1500 żył sobie Zgłobek - bardzo pracowity chłopak, który lubił podróżować po świecie i odkrywać nowe lądy. Dostał od ojca nowego konia, na którym jeździł i był z niego bardzo zadowolony.
Pewnego razu wybrał się konno daleko w lasy na południu Polski i chciał wypróbować, jak jego koń szybko biega. Był tak nim zachwycony, że nie zauważył, iż zgubił się w środku nieznanego lasu.
Długo szedł i kluczył miedzy drzewami, aż zobaczył kilka chat, które stały na polanie. Zapytał ludzi, których tam spotkał, skąd się wzięli na tym terenie.
Odpowiedzieli, że mieszkają w tym miejscu już od lat, ale nigdy żaden obcy tam nie dotarł, tylko Zgłobek.
Chłopak pomyślał chwilę i powiedział:
- Postaram się zrobić drogę i wyciąć trochę drzew, żeby powstały tutaj nowe domy i kolejni ludzie mogli zamieszkać na tym pięknym terenie.
Zastanawiał się nad nazwą nowej miejscowości. Jeden z chłopów, który mu pomagał, stwierdził, że najlepiej nazwać ją imieniem odkrywcy. Nadano więc temu urokliwemu miejscu nazwę ZGŁOBIEŃ, który istnieje do dziś.


Kamil Jakubowski
Dawno, dawno temu, żył sobie pewien giermek o imieniu Jan. Pochodził on ze średniozamożnej rodziny Zgłobniów i zawsze marzył, by kiedyś książę nadał mu tytuł szlachecki i mianował jednym z obrońców królestwa. W tym celu Jan, już od najmłodszych lat ciężko pracował i pomagał wszystkim w swojej wiosce. Był on pod opieką jednego z najodważniejszych rycerzy, któremu nosił ekwipunek i usługiwał w zamian za szkolenie w walce oraz sztuce rycerskiej.
Pewnego dnia na wioskę, w której mieszkał Jan, najechali zbójcy. Mieli oni bardzo sprytny plan, by zakraść się w nocy i zaatakować z zaskoczenia. Znali sekretny tunel pod wioską, przez który mogli dostać się do środka, omijając zastępy strażników.

Gdy już przebiegli zbójnicy dostali się do wioski, myśląc, że udało im się sprytnie ominąć straże i niezauważeni bez problemu wygrać tę nierówną walkę, na ich drodze stanął Jan. Z wielką odwagą, ale też bystrością, zdał sobie sprawę, że sam nie da rady tylu zaprawionym w boju wojownikom. Pobiegł szybko do kościoła, by uderzając w dzwony, obudzić całą wioskę.
Po chwili dźwięk dzwonu usłyszeli wszyscy. Natychmiast wybiegli z domów i spostrzegli niebezpieczeństwo. Bez problemu otoczono zbójców i pojmano ich. Na koniec dostrzeżono olbrzymi zapał Jana, który wręcz brawurowo wykazał się nie tylko odwagą, ale też mądrością, wartą rycerza. W nagrodę i w podziękowaniu za uratowanie wioski przed najeźdźcą, Jan został mianowany obrońcą króla, otrzymał to, o czym marzył. Na jego cześć wioskę, o którą z odwagą walczył, nazwano Zgłobniem


Kamil Traciak
Pewnego dnia do zamku Wiśniewskich przybył handlarz z wiadomością o możliwości kupna ziemi. Król Wiśniewski zgodził się i powiedział, że kupi ziemię za 100 dukatów, ale handlarz szukał kupca, który zapłaci większą stawkę. Udało mu się znaleźć króla Kamieńskiego, który zapłacił mu 200 dukatów. Gdy król Wiśniewski dowiedział się o tym, wpadł w szał i powiedział, że musi mieć tę ziemię. Zwołał radę, aby omówić problem.
- Co możemy zrobić? – zapytał król
- Może kupimy za 150 dukatów?- odparł paź
- Albo zaproponujemy turniej o ziemię – odezwał się doradca króla
-A my mamy pomysł, żeby zbudować machinę i zaatakować – dodał przewodniczący rady
- Dobry pomysł! Zaatakujemy o zmierzchu! – postanowił król
Następnego dnia zwołano architektów z całego królestwa, żeby wykonali projekty machin. Królowi najbardziej spodobał się projekt machiny, która miotała głazami i została nazwana przez architekta katapultą. Wykonano ją i przygotowano do ataku. O zmierzchu udano się pod zamek Kamieńskiego i zaczęto atak.
Podczas najazdu akt własności ziemi, o którą toczył się bój, wyleciał przez okno wieży zamkowej. Gdy zamek zmienił się w ruiny, niestety nikt tego ataku nie przeżył. Poddani króla Wiśniewskiego szukali aktu przez miesiąc, ale nie mogli go odnaleźć. Król po tym czasie zrezygnował z poszukiwań.
A akt latał po wioskach, miastach i osadach, aż wreszcie zauważył go pewien mieszkaniec dalekiego grodu. Nazywał się on Alfred Zgłobniak. Złapał akt i zobaczył, co tam jest napisane. Po przeczytaniu był bardzo szczęśliwy. Pojechał na koniu odebrać, teraz już jego ziemię, tak szybko jak mógł i postanowił założyć tam miejscowość. Nadał jej nazwę Zgłobień.

Zgłobień w naszym
obiektywie














- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
-
BUY THIS BOOK
(from $9.99+) -
BUY THIS BOOK
(from $9.99+) - DOWNLOAD
- LIKE
- COMMENT ()
- SHARE
- Report
-
BUY
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!