Zbiór jogobajek powstał w wyniku realizacji ogólnopolskiego projektu eTwinning. Najmłodsi słuchacze poznają przygody dziewięciu bohaterów. Słuchając ich przygód mają jednocześnie możliwość wcielenia się w ich role oraz zaprzyjaźnienia z wybranymi pozycjami jogi.
Jogobajki to super zabawa połączona z ćwiczeniami relaksacji
i oddychania. Zabawne historie głównych bohaterów i zamieszczone ilustracje przybliżają dzieciom sposoby wykonywania danych asan.
Zbiór jogobajek to wspaniała alternatywa na ciekawe spędzenie czasu wolnego.

Forma zabawy, w której proponujemy wykonywanie ćwiczeń (asan) jest dla dzieci bardzo atrakcyjna. Zależało nam na tym, by dzieci właśnie poprzez zabawę miały szansę zetknąć się z jogą, z tą znaną od wieków formą rekreacji ruchowej.
Fizyczne ćwiczenia jogi korzystnie wpływają nie tylko na poprawę sprawności,
koncentracji czy redukcję stresu.
„Ćwiczenia fizyczne jogi mają szczególne znaczenie w przypadku kształtowania nawyku prawidłowej postawy u dzieci. Można je polecić jako elementy wzbogacające zajęcia wychowania fizycznego, a także elementy gimnastyki korekcyjno-kompensacyjnej.”
prof. AWF Katowice Małgorzata Grabara; prof. AWF Katowice Janusz Szopa
(M. Grabara, J. Szopa, Asany jogi dla współczesnego człowieka, Katowice 2013.)
Wymyślone i zilustrowane we współpracy z dziećmi bajki mjogogopedyczne mogą stanowić doskonałe uzupełnienie terapii logopedycznej.
Z wszechstronności jogi coraz częściej zaczynają korzystać logopedzi, dostrzegając między innymi jej dobroczynny wpływ na kształtowanie prawidłowej postawy ciała, która jest niezwykle ważna w procesie kształtowania prawidłowej artykulacji.
SPIS TREŚCI
str. 4 Kolorowy bałwanek
str. 16 Wiewiórkowe przygody
str. 28 Przygoda zajączka w lesie
str. 40 Szalona Zosia
str. 52 Karty królowej Różanki
str. 66 Egzotyczna wyprawa renifera Amorka
str. 76 Wiosna
str. 86 Miś z marzeniem
str. 98 Przygody hipopotama


Kolorowy bałwanek
Jolanta Zaleta, Aneta Sokołowska, Katarzyna Zielińska
Był sobie mały śnieżny bałwanek, który nie lubił białego koloru.
Śniegowy ludek stał pośrodku zasypanej śniegiem polany i rozglądał się w poszukiwaniu kolorów.




Nagle zobaczył przelatującą wronę, która była cała czarna.
- Wrono, co mam zrobić, żeby być cały czarny , tak jak ty.
Wrona zakrakała: kra, kra. I odleciała.
Po chwili wróciła i przyniosła bałwankowi piękne, czarne, lśniące węgielki. Bałwanek zrobił z nich sobie guziczki.

Przez polanę przebiegał królik. Zauważył smutnego śniegowego bałwanka.


Pomyślał: podaruję mu marchewkę.
W ten sposób bałwanek został właścicielem pomarańczowego nosa.

W pobliżu spacerował kot. Jego rude futerko lśniło z daleka. Bałwanek zazdrościł kotkowi koloru futerka.
Kot przeciągnął swój koci grzbiet i podarował bałwankowi kolorowy szalik.


Do szczęścia brakowało bałwankowi już tylko nakrycia głowy. Dostał je od przechodzącego chłopca.


Oj! Jakże się ucieszył, że czapeczka była w kolorze niebieskim.

Odtąd świat bałwanka był już całkiem kolorowy.

Z radością mógł stać tak do wiosny i cieszyć swoim wyglądem bawiące się niedaleko dzieci


Autorami bajki są uczniowie Szkoły Podstawowej w Janikowie pracujący pod opieką pani Katarzyny Zielińskiej i Jolanty Zalety oraz dzieci z Przedszkola z Oddziałami Integracyjnymi Nr 310 w Warszawie pracujący pod opieką pani Anety Sokołowskiej.
Ilustracje tworzyli:
uczniowie klasy II a i uczennica klasy VII d Szkoły Podstawowej w Janikowie, dzieci z Publicznego Przedszkola nr 18 w Jastrzębiu Zdroju oraz Przedszkola w Kleczewie oraz przedszkolaki ze Szkoły Podstawowej nr 19 w Jaworznie
Emilia Bogacz
Natalia Olszewska-Kurpet
Sylwia Pikula
Wiewiórkowe przygody




Na skraju rozległej polany rosło ogromne, piękne drzewo. Każdego dnia wszystkie leśne zwierzęta przybiegały
pod nie, by się wyciszyć
i nabrać energii.


Najbardziej lubiły
tu przybiegać małe, szalone wiewiórki, które jesienią miały pracowity czas zbiorów. Zwierzaki te szybciutko przebiegały przez most i pędziły do drzewa.
Teraz wyjątkowo bardzo potrzebowały chwili odpoczynku i wytchnienia.



Pewnego dnia spotkały one na swojej drodze kobrę
i postanowiły zapytać ją, jak osiąga spokój
w zabieganym życiu. Kobra odpowiedziała wiewiórkom, że lubi wygrzewać się na słonku i to ją wycisza.


Wiewiórki podziękowały za radę i pobiegły dalej. Na łące natknęły się na bociana i spytały go o jego sposób na relaks. Bociek stanął na jednej nodze i odparł, że uspokaja go stanie nieruchomo. Wiewiórki podziękowały za sposób bociana. Wtem nad ich głowami przeleciał ptak. Powiedział im, że jego wycisza
i uspokaja lot z głową w dół.



Ciekawskie wiewiórki pobiegły
z pytaniem do żaby.
Ta odpowiedziała,
że uwielbia siedzieć
po żabiemu nad brzegiem rzeki i obserwować fruwające motyle. Motyle zaś uspokajają się, trzepocąc delikatnie skrzydełkami.



Wiewiórki pobiegły
za motylami na łąkę. Stała tam krowa i spokojnie przeżuwała trawę. Zupełnie nie zauważyła, że obok niej biegają wesołe wiewiórki. Zachowała całkowity spokój nawet wtedy,
kiedy wskoczyły jej
na grzbiet! Powiedziała im,
że najbardziej wycisza się, kiedy stoi, rozciąga grzbiet i patrzy
w górę na słońce.



Na skraju łąki siedział cichutko zając. Wyglądał na spokojnego
i zrelaksowanego. Wiewiórki spytały go, jak to robi. Szarak odrzekł, że uspokaja go zwinięcie długich uszu i schowanie ich w takiej pozycji:


Zając był tak pochłonięty tym co robi, że nie zauważył małego szczeniaka, który właśnie wbiegł na łąkę. Piesek popatrzył na zająca, obwąchał go i popędził
do drzewa. Był taki radosny! Okrążył drzewo kilka razy,
a następnie przeciągnął się
i położył. Wyglądał tak błogo i spokojnie. Wiewiórki postanowiły wziąć z niego przykład.


Wiewiórki bawiły się jakiś czas
ze szczeniaczkiem, ale kiedy zaczęło się ściemniać, piesek sobie o czymś przypomniał. Zerwał się na cztery łapy
i pobiegł przed siebie. Zdążył tylko powiedzieć wiewiórkom, że musi wracać do swojego przyjaciela. którym jest mały chłopiec. Chłopiec
nie zasnąłby spokojnie, gdyby nie miał pieska obok siebie. Wiewiórki pomyślały, że piesek i dziecko
są prawdziwymi przyjaciółmi.


A na koniec ciekawskie wiewiórki spytały o radę niedźwiedzia – jaki jest jego sposób na siłę, energię i spokój? Miś odpowiedział, że jemu pomaga rozciąganie wszystkich czterech łap i chodzenie bez ich zginania. Wiewiórki postanowiły i tego spróbować.
Wiewiórki już wiedziały, że każde zwierzątko, dziecko, roślinka uspokaja się w inny sposób. I czasem warto któryś z nich wypróbować. Pobiegły pod swoje ukochane drzewo, usiadły pod nim po turecku i głęboko oddychały brzuszkami. O, tak! Pełen relaks.



Autorami bajki są:
Dzieci z Publicznego Przedszkola im. Janusza Korczaka w Radomsku, pracujące pod opieką pani Emilii Bogacz;
Dzieci z oddziału przedszkolnego w Szkole Podstawowej im. mjr. H. Sucharskiego w Gościcinie, pracujące pod opieką pani Natalii Olszewskiej-Kurpet
Dzieci z oddziału przedszkolnego w Szkole Podstawowej im. Jana Pawła II w Śledziejowicach, pracujące pod opieką Sylwii Pakuli
Ilustracje tworzyli: Małgorzata Klein, Jagoda langa, Oliwia Potrykus, Kacper Paździerski, Maciej Gugnacki ze Szkoły Podstawowej w Gościcinie pod opieką Arlety Formela
Przygoda zajączka w lesie.


Ludmiła Jacko-Komarek
Bożena Lichocka
Monika Ziółkowska





Zajączek Felek mieszkał z mamą i tatą na pachnącej łące, wśród owadów i kolorowych kwiatów.
Lubił leżeć na miękkim posłaniu, wdychać rozkoszne zapachy i wsłuchiwać się w docierające zewsząd odgłosy.








Jego przytulna kotlinka znajdowała się na skraju lasu i zajączek często siedział i podziwiał piękne, olbrzymie drzewa.








Felek bardzo lubił samotne wędrówki i marzył, że kiedyś odwiedzi miejsce z opowieści rodziców, gdzie spotka wiele różnych zwierząt, których nie ma na jego łące. Rodzice nie pozwalali mu jednak na samotne wyprawy w leśny gąszcz, uważając to za zbyt niebezpieczne dla ich synka.
Jednak chęć zaspokojenia ciekawości i przeżycia niezapomnianej przygody zwyciężyły nad posłuszeństwem. Po obiedzie, gdy rodzice odpoczywali, wziął swój podróżny plecak z kawałkiem suchej marchewki i wyruszył w nieznane.




Zaraz po wyjściu z kotlinki zobaczył bociana,
który z ciekawością przyglądał się i zastanawiał, dokąd zmierza ten mały
podróżnik.

Z każdą chwilą, gdy zbliżał się do tajemniczego lasu, jego serce biło coraz mocniej. Był coraz bliżej i coraz wyraźniej widział, jak różne górują nad nim drzewa.




Powoli i ostrożnie zaczął zagłębiać się w piękną, leśną gęstwinę. Ale cóż to, nagle dostrzegł coś, co zupełnie tam nie pasowało i sprawiało, że to miejsce przestawało być zachwycające. Tu i tam leżały zmięte papiery, puszki, butelki, kable a nawet stare opony i worki ze śmieciami. "Nic nie rozumiem" - wykrzyknął - "Przecież śmieci wyrzuca się do kosza! A w dodatku nie ma tu żadnych zwierząt. Co tu się dzieje???
Nagle wśród drzew dostrzegł niezwykłe stworzenie z długą grzywą i długim rogiem na głowie. Nie znał tego zwierzęcia z opowieści rodziców. Okazało się, iż był to jednorożec wezwany na pomoc przez mieszkańców lasu, którzy nie mogli już dłużej żyć w tym zaśmieconym otoczeniu.


Jednorożec miał czarodziejskie moce i zaczarował wszystkie śmieci. Opony zamienił w mrowiska, kable – w ślimaki, puszki i butelki – w krzaczki, papierki – w motyle. Zajączek fikał z radości.










I teraz Felek zobaczył całe piękno lasu. Spośród drzew zaczęli się też wyłaniać jego mieszkańcy – jelenie, sarny, dziki, jeże, wiewiórki, dzięcioły, sowy. Pod wielkim dębem zajączek dostrzegł niedźwiedzia a w oddali też wilka i węszącego lisa.



Z opowieści rodziców pamiętał, iż są to zwierzęta niebezpieczne dla zajęcy, więc szybko zerwał się do ucieczki. Uciekał ile sił w nogach. Wreszcie wpadł do swojej kotlinki, padł zmęczony na posłanie i długo odpoczywał po niezwykłej przygodzie.



Odtąd codziennie przed snem dziękował jednorożcowi za jego cudowną moc, oczyszczenie lasu oraz szczęśliwe w nim zwierzęta. Była to jego wielka tajemnica.


Autorzy bajki:


Bajka autorstwa
dzieci ze Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 41
im. Żołnierzy Armii Krajowej Grupy Bojowej KRYBAR w Warszawie
pod opieką Bożeny Lichockiej,
dzieci z Przedszkola nr 113 ,,Przedszkole w Tęczowym Kręgu" w Warszawie pod opieką Ludmiły Jacko-Komarek
oraz
dzieci z Przedszkola nr 157 ,,Przedszkole z Serduszkiem" w Warszawie
pod opieką Moniki Ziółkowskiej.
Ilustracje do bajki wykonały
dzieci z grup 4-5 latków Przedszkola z Oddziałami Integracyjnymi Nr 310
w Warszawie w tym dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi
pod opieką Anety Sokołowskiej,
zaś ilustrację w technice graficznej
wykonała uczennica Szkoły Podstawowej w Janikowie
pod opieką Katarzyny Zielińskiej.

SZALONA ZOSIA


Anita Golasa, Ewelina Stopa, Anna Orlik-Zastępa
Za górami, za lasami w pewnym ulu żyła sobie pszczółka o imieniu Zosia.
Bardzo lubiła letnie wyprawy na łąkę. Była wielkim głodomorem i zawsze robiła to, na co miała ochotę.







Pewnego dnia wymknęła się ukradkiem z ula, by poznać nowych przyjaciół. Fruwając z kwiatka na kwiatek zauważyła pająka.
- Cześć pajączku! Jak masz na imię?
- Witam! Jestem Fred a ty?
- Mam na imię Zosia. Może masz ochotę się ze mną pobawić?
- Jasne, że tak!
- To może w berka?- zapytała pszczółka.
- Zgoda, ale zaprośmy jeszcze moich przyjaciół.
- No to ruszajmy.


I tak dotarli do myszki Kiszki, mrówki Łasówki i krecika Trepika. Przyjaciele miło i wesoło spędzili ten czas. A po skończonej zabawie ucięli sobie drzemkę pod wysokim, zielonym drzewem.





Błogie lenistwo przerwał zimny powiew wiatru. Przyjaciele spojrzeli w niebo i zobaczyli na horyzoncie burzowe chmury.












Oj musimy uciekać, powiedziały mrówki Łasówki. Ja schowam się pod ziemią powiedział krecik Trepik.
A ja schowam się w mojej norce, która jest u podnóża góry.



Ja muszę szybko wracać do ula i ostrzec wszystkich moich przyjaciół o niebezpieczeństwie wykrzyknęła przerażona pszczółka Zosia. Wszystkie pszczółki z mojego ula zbierają teraz nektar z kwiatów i na pewno nie zauważyły zbliżającej się burzy. Pszczółka Zosia zamachała skrzydełkami i uniosła się w powietrze. Leciała w stronę ula nie zważając na gwałtowne podmuchy wiatru. Przelatując przez pastwisko, na którym pasły się krowy.







zauważyła biednego przestraszonego motylka, który uczepił się źdźbła trawy i walczył, aby nie porwał go wiatr.
Pszczółka Zosia, choć sama się bała nie mogła zostawić motylka bez pomocy. Podleciała do niego i chwytając motylka swoimi wszystkimi sześcioma rączkami. Pomogła mu zejść na ziemie, gdzie był bezpieczny. Motylek ślicznie podziękował, a pszczółka musiała ruszyć w dalszą drogę. Na szczęście do ula było już niedaleko.








Czas płynął, dzień się kończył, burza była blisko a pszczółka ciągle frunęła i frunęła.
Była bardzo zmęczona… Usiadła na chwilkę na
kamieniu, żeby odpocząć.
-Jak to możliwe, że pszczółka nie pracuje, a tylko na kamieniu przesiaduje? – odezwał się dziwnie znajomy głos. Zosia trochę wystraszona, rozgląda się. Patrzy i oczom nie wierzy. To ich przyjaciółka z pobliskiej łąki – krowa.





- Kochana, wracam do ula – spieszę się przed burzą, żeby ostrzec inne pszczółki, ale miałam tyle przygód po drodze…. Długo by opowiadać.
- Usiądź na moim grzbiecie, zaniosę Cię do ula, będzie szybciej i zdążymy przed burzą. Ja też pędzę , bo za daleko odeszłam od stada. Zaraz gospodarz po nas przyjdzie żeby zapędzić nas do obory.




I tak oto pszczoła szczęśliwie dotarła do ula – tak jak statki co zawsze przypływają do portu. Inne pszczółki już na nią czekały…


Autorzy tekstu:
Dzieci z Publicznego Przedszkola nr 18 w Jastrzębiu- Zdroju, opiekun Ewelina Stopa
Dzieci z oddziałów przedszkolnych szkoły podstawowej nr 19 w Jaworznie, opiekun Anna Orlik- Zastępa
Dzieci z zespołu szkolno- przedszkolnego w Kleczewie, opiekun Anita Golasa
Twórcy ilustracji:
dzieci z Przedszkola Integracyjnego nr 247 w Warszawie, dzieci z Przedszkola w Bliznem Jasińskiego, dzieci ze Szkoły Podstawowej w Tuplicach.
Magdalena Fałdrowicz, Ewa Rycombel, Wioletta Chopcian



Karty Królowej Różanki

Dawno, dawno temu było sobie Królestwo, którego wszyscy mieszkańcy byli dla siebie mili pomocni
i serdeczni. Dobre były zwierzęta i rośliny, dobra była woda i ziemia, a ludzie szanowali się i wzajemnie sobie pomagali.
Królestwem tym kierowała mądra Królowa, miała na imię Różanka. Królowa Różanka mieszkała w zamku do którego każdy, kto tylko miał ochotę mógł przyjść - żeby porozmawiać, posłuchać jej mądrej rady czy otrzymać pomoc.












Różanka w jednej z komnat, do której od samego rana wpadały promienie słońca, miała wielką, drewnianą skrzynię. W skrzyni tej przechowywała magiczne Karty.
Pewnego dnia, kiedy oglądała Karty, silniejszy podmuch wiatru otworzył lekko uchylone okno, zawirował w komnacie i porwał Karty Królowej. Wiatr poniósł Karty wysoko w górę, które następnie opadły na ziemię w różnych częściach Królestwa.



Popatrzcie co to były za Karty i kto mógł je znaleźć...?
Karty porwane przez wiatr spadły w różnych częściach Królestwa...
Ich moc była nieograniczona. Znaki na kartach potrafiły się urzeczywistniać, ożywały w razie potrzeby.



Trzy Karty upadły w lesie.
Pierwszą znalazł niedźwiedź. Niedźwiedź przez cały dzień chodził po wielkim lesie, w którym mieszkał i był już tym bardzo zmęczony. Bolało go wszystko - od czubków pazurów w łapach po koniec ogona. Podniósł, powąchał kartę i popatrzył co się na niej znajduje. Kiedy tylko zobaczył, że to Krzesło. Nagle, nie wiadomo jak, Krzesło stanęło przed nim









Niedźwiedź bardzo ucieszył się i skorzystał z tego, że może wygodnie odpocząć. Mało tego, okazało się, że gdy tylko usiadł na Krześle, to ono w magiczny sposób zaniosło go do jego domu! Bardzo się to Niedźwiedziowi spodobało, pomyślał: "Jakie dobre Krzesło! Jak miło, że pomogło mi wrócić do domu". Jego serce aż skakało z radości, że nie musi dalej wędrować przez las.



Drugą kartę znalazła wiewiórka. Gdy tylko wzięła ją w łapki, natychmiast wyrosło przed nią Drzewo. Magiczne Drzewo. Wiewiórka ucieszyła się na jego widok i postanowiła, że zrobi sobie dziuplę i w niej zamieszka. Potem jeszcze nie wiadomo skąd (pewnie to sprawa magii) pojawiła się żyrafa, która skubnęła trochę liści i jabłek, bo to była jabłoń. Wiewiórka ucieszyła się, że nie jest sama i że ma taką egzotyczną przyjaciółkę. Wiewiórka i żyrafa bardzo się polubiły, spędzały ze sobą mnóstwo czasu, a ich serca biły wtedy radośnie.




Trzecią kartę znalazł krasnoludek. Jego wioska była nękana przez złe wilki. Kiedy podniósł kartę, stanął przed nim prawdziwy, dzielny Wojownik, który obiecał ochronić krasnoludki przed bandą wilków. Krasnoludek wraz z Wojownikiem poszedł do swojej wioski. Kiedy wszystkie krasnoludki zobaczyły prawdziwego Wojownika, który wystarczyło, żeby tylko spojrzał, a już wilki uciekały gdzie pieprz rośnie, bardzo się ucieszyły. Wszyscy byli radośni i szczęśliwi, że nic im już nie grozi, bo mają wspaniałego obrońcę.





Jednak pewnego dnia Krasnoludek znowu się przestraszył, bo wydawało mu się, że w oddali ponownie dostrzegł wilka. Skrył się w paprociach i zaczął obserwować teren. Obok zwierzaka zobaczył kolejnego krasnoludka, który wcale się go nie bał i nawet z nim rozmawiał. Postanowił zatem podejść bliżej i przywitać się. Okazało się, że krasnoludek rozmawia nie z wilkiem, ale z bardzo dziwnym psem, którego tylne łapy były znacznie dłuższe niż przednie


Krasnoludek zapytał go jak to się stało, że ma takie długie tylne łapy. Pies uśmiechnął się do niego, przeciągnął się i wytłumaczył, że to tylko ćwiczenie, które zobaczył kiedyś na czarodziejskiej karcie znalezionej w rzece. Od mieszkańców wioski dowiedział się, że legenda głosi, że każda pełna miłości do świata istota, która będzie wytrwale wykonywała to ćwiczenie, kiedyś nauczy się latać. Wykonywał więc codziennie to ćwiczenie, ale nic takiego się nie działo, tzn. ciągle nie mógł nauczyć się latania.



W chwilach zwątpienia siadał nad rzeką, w której znalazł kartę i starał się zaplatać przednie łapy w specjalny sposób z góry na dół, z dołu na górę, ale umiejętność latania nie pojawiała się… Skoro zaplatanie przednich łap nic nie pomagało, to wymyślił, że usiądzie i w tym siadzie (podobnym trochę do tureckiego) spróbuje pomachać tylnymi łapami jak motyl skrzydłami i oto stało się… wzniósł się w górę… Machał nogami i leciał przed siebie, dotarł w ten sposób do małej chatki, przed którą zobaczył leżącego chłopca....








Był to mały Tymek, który mieszkał w małej chatce nieopodal królestwa. Leżał sobie właśnie przed chatką, uniósł głowę do góry i myślał... co mogę uczynić dla mojej kochanej mamusi? Na karcie, która nagle się pojawiła, zobaczył królową siedzącą na zielonej trawie, a jej wzrok powodował, że wokół pojawiały się kwiaty. Wiedział już co ma uczynić. Wszystkie kwiaty, które odnalazł podarował swojej mamie.













Chłopcu spodobał się rysunek na karcie i ciepło, jakie emanowało z niej. Schował do tajemnej szuflady i codziennie sprawdzał, czy tam jest. Za każdym razem gdy miał w rękach karteczkę, stawało się coś niezwykłego. Fala ciepła ogarniała wszystkich i świat stawał się piękniejszy i dobry. Nie potrzebował już karty, by wiedzieć jak uszczęśliwiać innych. A wiatr zaniósł kartę dalej. Z wdzięczności za piękne dary od królowej, za dobro i miłość wszyscy mieszkańcy lasu: niedźwiedź, wiewiórka, krasnoludek, piesek i mały Tymek złożyli królowej pokłon.



Autorzy tekstu:
Dzieci z Przedszkola Integracyjnego nr 247
w Warszawie, opiekun Magdalena Fałdrowicz
Dzieci z Przedszkola w Bliznem Jasińskiego, opiekun Ewa Rycombel
Dzieci ze Szkoły Podstawowej w Tuplicach,
opiekun Wioletta Chopcian
Twórcy ilustracji:
Dzieci z Oddziału Przedszkolnego ze Szkoły Podstawowej
w Śledziejowicach, opiekun Sylwia Pikula
Dzieci z Publicznego Przedszkola nr 2 w Radomsku,
opiekun Emilia Bogacz
Dzieci z Oddziału Przedszkolnego ze Szkoły Podstawowej
w Gościcinie, opiekun Natalia Olszewska-Kurpet

Egzotyczna wyprawa
renifera Amorka









Młody Renifer Amorek obudził się wczesnym rankiem. Dziś jego wielki dzień, po raz pierwszy będzie towarzyszyć Św. Mikołajowi w corocznej wyprawie dookoła świata, rozdając upragnione prezenty świąteczne. Wreszcie pojawił się Mikołaj i razem wyruszyli w daleką podróż.








Najpierw przejechali przez piękny wiszący most
i pomknęli dalej. Wkrótce dotarli do egzotycznego kraju,
w którym rosły piękne rozłożyste drzewa.


Tuż przed sobą ujrzeli olbrzymię zwierzę.
Hipopotam dostojnym krokiem przechadzał się szeroką drogą, a wzdłuż niej wygrzewał się długaśny wąż.


Wśród zarośli spotkali dziwaczne zwierzę z długą szyją, zajadające z gracją soczyste liście akacji.
Natomiast do wodopoju zbliżał się król dżungli lew,
któremu towarzyszyło stado zwierząt z długą trąbą,
które sprawnie nabierały wodę i polewały się nią.




Nad nimi szybował piękny orzeł z ogromymi skrzydłami,
które na moment przesłoniły palące słońce .


Młody renifer, który całe swoje dzieciństwo spędził wśród śniegu i lodu był zachwycony cudownie zielonym, egzotycznym choć bardzo upalnym krajem.

Przelatując nad nowymi dziwnymi krajami Renifer Amorek towarzyszył Mikołajowi w rozdawaniu świątecznych prezentów,
a szczęśliwe i uśmiechnięte dzieci machały im na pożegnanie.
Renifer Amorek wraz z Mikołajem wrócili
do swojej siedziby w Laponii późną nocą.
Zmęczony Renifer usnął na swoim legowisku,
śniąc o kolejnych egzotycznych wyprawach .






Autorzy tekstu:
Twórcy ilustracji:
* Prace uczniów z oddziału 0 w SP nr 41 w Warszawie, opiekun Bożena Lichocka
* Prace dzieci z Przedszkola nr 157 "Przedszkole z Serduszkiem"
w Warszawie, opiekun Monika Ziółkowska
*Prace dzieci z Przedszkola w Tęczowym Kręgu nr 113
w Warszawie, opiekun Ludmiła Jacko- Komarek

WIOSNA
K.Kojtych-Dubec
M. Wiśniewska
A. Oglęcka
Ciepłe promyki słońca obudziły z zimowego snu małego niedźwiadka. Miś wstał, przeciągnął się i rozejrzał dookoła.

Las zrobił się już zielony. Zakwitły pierwsze kwiaty i ptaki wesoło śpiewały. Nagle niedźwiadek poczuł, że burczy mu w brzuchu, przypomniał sobie, że dawno nic nie jadł.

Jeszcze raz rozejrzał się, ale nie znalazł nic co mógłby zjeść. Uśmiechnął się i ruszył przed siebie. Postanowił sprawdzić co się zmieniło, kiedy tak długo spał. Był również ciekawy czy pszczoły też się już obudziły i ciężko pracują.

Idąc leśną ścieżką dotarł na łąkę, którą pokrywały resztki śniegu. Rozejrzał się w koło i dostrzegł wyrastające spod śniegu pierwsze wiosenne kwiaty przebiśniegi.

Niedźwiadek Borys postanowił sprawdzić, co słychać u jeża Jerzego. Po krótkim marszu dotarł w miejsce, gdzie zimował jego mały kolczasty przyjaciel. Głośnym rykiem dał znać o swojej obecności.

Leśni przyjaciele przywitali się bardzo serdecznie
i z burczącymi brzuszkami wyruszyli w dalszą drogę. Idąc podziwiali piękne zielone pączki na drzewach, śnieżnobiałe przebiśniegi i kolorowe krokusy.
Po dłuższym marszu dotarli do pasieki "Pod Gruszą" znanego w całej okolicy pszczelarza Jarosława.

Ich oczom ukazał się piękny widok latających pszczół wśród kolorowych wiosennych kwiatów. Już wiedzieli, że znajdą tu jedzenie. Okazało się, że oprócz nich, w pobliżu pasieki były również inne głodne zwierzęta: zając, wilk i lis, a nawet małe mrówki wędrujące do swojego mrowiska. Niedźwiadek Borys postanowił poprosić pszczelarza Jarosława o dzbanek pysznego miodu dla siebie o swoich głodnych przyjaciół.

Pszczelarz z wielką chęcią podzielił się miodem. Gdy zwierzątka napełniły brzuszki, zadowolone położyły się na łące odpoczywając w ciepłym wiosennym słońcu.

Autorzy tekstu:
- Uczniowie ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Nowej Soli, opiekun Katarzyna Kojtych-Dubec
- Dzieci z Przedszkola "Słoneczko" w Janikowie, opiekun Magdalena Wiśniewska
- Uczniowie ze Szkoły Podstawowej Nr 47 w Gdańsku, opiekun Aleksandra Oglęcka
Autorzy ilustracji:
- Dzieci z SP Nr 2 im. Jadwigi Śląskiej w Pszczynie, opiekun Gabriela Skrzypska
- Dzieci z PZPSW w Mielcu, opiekun Beata Czapska


Miś z marzeniem

Miś był duży i gruby jak to miś. Jednak miał on pewne marzenie.
Chciał nauczyć się tańczyć.
Niedługo w lesie odbywała się wielka impreza taneczna. Mieli tam być wszyscy jego przyjaciele i miś bardzo chciał wziąć w niej udział.


Miś postanowił zacząć ćwiczenia.
Zrobił szeroki rozkrok i wyciągnął ręce na boki.
Następnie spróbował podnieść jedną nogę do góry.
Zachęcony pierwszym sukcesem postanowił zachowywać się jak baletnica.
Miś podniósł więc ręce do góry, wyprostował przed siebie nogę i w ogóle przestał się ruszać.
A wtedy....


Miś z hukiem spadł na podłogę.
Za mało ćwiczę.
Chciałbym być tak zwinny jak królik.
Nagle wpadł na genialny pomysł.

... uważał, że miodku nigdy za wiele.
Nadal miał problem z powstrzymaniem się od niejedzenia.
Miś szukając swojego przyjaciela ciągle ćwiczył, powtarzał, znowu próbował, jednak jak to miś...
Wreszcie jesteś!- krzyknął Miś. Tak długo Cię szukałem. Chciałbym nauczyć się tańczyć. Pomożesz mi?
Królik się zgodził, a Miś uczył się dzielnie.


Starał się zapamiętać wszystkie kroki i powtarzał je raz po raz, aby dobrze zapamiętać.
Próbował nawet zrobić ukłon!
Wychylił jedną nogę do tyłu i lekko ją ugiął.
Królik przyznał z dumą, że będzie jeszcze tancerz z tego Misia.

Miś po ćwiczeniach potrafił już podnieść jedną nogę do góry, a następnie oprzeć ją na drugiej.
O! Nawet spróbował odchylić nogę do
tyłu, która za chwilę wróciła na swoje miejsce.
Teraz jesteś gotowy na konkurs!- wykrzyknął Królik.

Kiedy nadszedł długo oczekiwany, wyjątkowy dzień, Miś wyszedł na leśną arenę.
Rozkładając swoje łapy na boki tańczył w rytm powolnej muzyki.


Miś płynnie lewą łapę wysunął daleko do tyłu, rozciągnął ramiona
i wyciągnął dwie łapki do przodu.
Poważnie i uroczyście zaczął się obracać dookoła. Doskonale stawał na jednej łapie, zaraz na drugiej.

Nie mógłby być szczęśliwszy w tym momencie.
Właśnie spełnił swoje marzenie!
Autorzy tekstu:
- Izabela Rojek z uczniami Przedszkola Nr 18 w Warszawie,
- Magdalena Tomasik z uczniami Szkoły Podstawowej nr 20 w Jaworznie,
- Justyna Zięcina- Olech z uczniami oddziału przedszkolnego w Szkole Podstawowej Nr 66 w Warszawie.
Autorzy ilustracji:
- uczniowie Przedszkola Nr 18 w Warszawie,
- uczniowie Szkoły Podstawowej nr 20 w Jaworznie,
- uczniowie oddziału przedszkolnego w Szkole Podstawowej Nr 66 w Warszawie,
- uczniowie Szkoły Podstawowej 47 w Gdańsku,
- uczniowie Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Nowej Soli.
Aleksandra Rosińska, Monika Witasik, Arleta Formela

Przygody Hipopotama






Zmartwiony Lucek postanowił ponownie udać się do
lekarza.
Na dworze świeciło słonko, a nad kwiatem fruwał motyl. Podszedł bliżej aby się mu przyjrzeć. Jego skrzydełka mieniły się różnymi kolorami. Motylek spowodował, że wszystkie poranne dolegliwości zniknęły.



Hipopotam poczuł się tak lekko jak latawiec na wietrze.
Przysiadł pod drzewem i obserwował zwierzęta przy wodopoju.
W pewnym momencie Lucek poczuł głód i udał się do domu


Autorzy tekstu:
- Dzieci z Przedszkola nr 425 w Warszawie opiekun Aleksandra Rosińska
- Uczniowie ze Szkoły Podstawowe nr 1
w Wieliszewie, opiekun Monika Witasik
- Uczniowie ze Szkoły Podstawowej w Gościnnie, opiekun Arleta Formela
Autorzy ilustracji:
- Uczniowie ze Szkoły Podstawowej nr 66 w Warszawie, opiekun Justyna Zięcina Olech
- Dzieci z Przedszkola nr 18 w Warszawie, opiekun Izabela Rojek
Mamy nadzieję, że nasze bajki spodobały się Wam. Zostały wymyślone przez Waszych rówieśników. Spróbujcie wymyślić swoje opowieści. Miłej zabawy.

- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE(3)
-
COMMENT()
-
SHARE
-
BUY THIS BOOK
(from $20.99+) -
BUY THIS BOOK
(from $20.99+) - DOWNLOAD
- LIKE (3)
- COMMENT ()
- SHARE
- Report
-
BUY
-
LIKE(3)
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!