Uczniowie klasy V ze Szkoły Podstawowej
im. Stanisławy Grelli we Wrocance

Było to bardzo dawno temu, tak dawno, że najstarsi mieszkańcy nie pamiętają, co się we Wrocance wydarzyło. Spoza odległych gór i rzek przywędrował do naszej wsi nieznajomy zakonnik. Przemierzył daleką drogę, więc strudzony był ogromnie. Wędrując od Miejsca Piastowego, dotarł do rzeki, którą miejscowi ludzie zwali Jasiołką, bo podobno z Jasiela wypływała. Ucieszył się niezmiernie zakonnik, bo pomyślał sobie, że to dogodne miejsce, aby odpocząć.
Mnich siadł na brzegu rzeki i podziwiał wroceński krajobraz, a było to piękne miejsce, ale mało porośnięte kwieciem i ziołami, mimo że wiosna na dobre zadomowiła się już w tej części świata. Zdziwiony ruszył dalej, bo ciekawiło go czy też
w innych miejscach kwiecia też jest tak niewiele.
Kiedy tak szedł wzdłuż Jasiołki, na piasku pozostawały odciśnięte ślady jego stóp.
Franciszek, bo tak miał na imię ów mnich, zdziwiony był wielce, gdyż woda nie była w stanie zmyć tych śladów, co wskazywało na to, że święte stopy miał ów nieznajomy. Mnich zszedł z piasku i patrzył poza siebie, dziwiąc się i zastanawiając, czy to naprawdę się dzieje, czy też zmęczenie przesłoniło mu oczy. Czekał długo na wyjaśnienie tej zagadki i w końcu zrozumiał, że to prawda. Chciałby tym niezwykłym zjawiskiem pochwalić się całemu światu, ale zrozumiał, że jest on zbyt rozległy, a on ogromnie zmęczony.
Franciszek nie wygrał z ogromnym pragnieniem, które go męczyło, więc nabrał w swe dłonie przejrzystej wody Jasiołki i zaczął pić. Jej czystość i blask tak go nęciły, że powoli zaczął wchodzić do rzeki, aby się
w niej schłodzić. Po chwili zakonnik usiadł na brzegu
i zatopił się w modlitwie. Nagle rozległy się w ciszy nadrzecznej jego słowa:
„Panie Boże, proszę Cię, aby wszystkie stworzenia rzeczne i nadrzeczne żyły długo. Proszę Cię, aby nie brakowało im pożywienia i wody. Spraw Panie, aby ta rzeka była zawsze piękna i czysta”.

Zwierzęta słyszały modlitwę zakonnika, który poszedł dalej z nurtem rzeki. W pewnej chwili zauważył na ogromnym kamieniu czarnego bociana. Był to piękny, a zarazem niezwykły ptak, ponieważ na widok zakonnika zaczął mówić.
- Rozsiej na brzegu naszej rzeki jakieś kwiaty, zioła
i drzewa. Jest ich tak niewiele- prosił ptak.
Czarny bocian powoli zbliżył się do Franciszka, który przybył do Wrocanki aż z odległego Asyżu. Ptak prosił nieznajomego, aby ten coś zrobił dla wszystkich mieszkańców tej okolicy, ponieważ niewiele ziół
i kwiatów rosło nad Jasiołką, więc wszystkie stworzenia cierpiały na brak pożywienia. Trudno im też było oddychać, bowiem niedosyt roślin skutkował brakiem tlenu.
Święty Franciszek sięgnął do swojego tobołka, bo nie mógł odmówić ptakowi i po chwili zaczął biegać po brzegu rzeki, rozsiewając nasiona różnych kwiatków, ziół, roślin drzewiastych. Były wśród nich: topinambur, cebulica, niezapominajki, łuskiewnik różowy, zawilec biały i żółty, kaczeńce oraz wiele innych, które trudno zapamiętać.
- Uf!- zadyszał mnich. – Boćku! Proszę cię, podlej te wszystkie nasiona i sadzonki, bo ogromnie się zmęczyłem.
- Dobrze Franciszku. Pomogę ci!- krzyknął bocian.
Bociek Wroceniak napełnił swój długi dziób wodą i wylewał ją na nasiona.
-Dziękuję ci boćku!- powiedział radośnie zakonnik.
- Nie ma za co! To przecież dla nas- odparł ptak.
- Full access to our public library
- Save favorite books
- Interact with authors

- < BEGINNING
- END >
-
DOWNLOAD
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
-
SAVE
-
BUY THIS BOOK
(from $2.99+) -
BUY THIS BOOK
(from $2.99+) - DOWNLOAD
- LIKE
- COMMENT ()
- SHARE
- SAVE
- Report
-
BUY
-
LIKE
-
COMMENT()
-
SHARE
- Excessive Violence
- Harassment
- Offensive Pictures
- Spelling & Grammar Errors
- Unfinished
- Other Problem

COMMENTS
Click 'X' to report any negative comments. Thanks!